- Sue, nie płacz - usłyszałam głos Lidii, który wyrwał mnie z transu dramaturgii. - wczoraj byłaś na najlepszej randce w całym swoim życiu, powinnaś się cieszyć.
- ale on wyjechał - chlipnęłam.
- Sue, to nie ma sensu, poznałaś go, rozmawiałaś z nim, ale on ma swoje życie - tłumaczyła - widzieliście się jeden dzień kochanie.
Z mojej perspektywy to co mówiła powinno mnie urazić, ale nie mogłam się na nią gniewać, nie umiałam, poza tym chciała mnie po prostu sprowadzić na ziemie jak zwykle kiedy ponosi mnie fantazja, a ponosi bardzo często.
- Ubieramy się, zaraz na śniadanie - wstałam - znowu czeka na mnie piękna, ale zdradziecka gęba Olivii - nie mogę zrozumieć dlaczego laska mnie tak nie lubi.
- nie zwracaj uwagi i pamiętaj, choćby nie wiem co jestem po twojej stronie - zapewniła mnie przyjaciółka i razem weszłyśmy do stołówki, a ja czułam się jakbyśmy wchodziły w paszczę lwa.
- Siemanko - usłyszałam ten wredny głos, przypominający pisk zupełnie jakby ktoś naokrągło kuł mysz widelcem, albo drapał pazurami w okno. - czyżby zostawił cię ? Jaka szkoda !
Nic nie odpowiedziałam, wiedziałam dlaczego wyjechał i co się wydarzyło wczoraj między nami, ale wolałam zachować to wszystko dla siebie, ona nie musiała o tym wiedzieć.
- Lidi, dlaczego nie jesz ? - zagadnęłam smutną przyjaciółkę, wpatrującą się tępo w talerz
- Oj bo ... no wiesz .. - rozpromieniła się - dostałam dzisiaj SMS od Toma.. - w tym momencie wyłączyłam się i przestałam słuchać. Mi Bill od wczoraj nie dał znaku życia. To zbyt mało czasu żeby wyciągać pochopne wnioski, ale prawda była taka że za nim cholernie tęskniłam. Przez cały weekend stał się dla mnie kimś więcej....
* u Billa *
- nareszcie w domu - Tom rozłożył się wygodnie na kanapie
- super - Bill był jakby wypruty z sił, usiadł obok brata.
- tęsknisz - to nie było pytanie. Doskonale znał brata i wiedział że jeszcze żadna kobieta poznana do tej pory nie zawróciła mu w głowie jak pewna niebieskowłosa piękność.
- nie, to tylko chwilowe - machnął ręką
- wydaje mi się że to właśnie ona - wtrącił się Geo - pozbierał śmiecie leżące na podłodze i również usiadł - tak długo na nią czekałeś
- Geo ... chłopaki ... polubiłem ją..ale... ja mam dziewczynę - wmawiał im, choć tak naprawdę wiedział że pomiędzy nimi wszystko się wypaliło. Był z nią bo była córką szefa wytwórni płyt. Dla dobra zespołu okłamywał sam siebie i chłopaków. Bo chcąc nie chcąc nie mógł jej pokochać. Totalnie nie była w jego stylu, nie była odpowiednia, nie pasowali do siebie. On zawsze miał problemy z kobietami sex bez zobowiązań i tyle, ale wszystko się zmieniło kiedy poznał Sophie. Ona wywarła na nim ogromne wrażenie, jak nikt do tej pory. Intrygowała go.
Tylko dlaczego to wszystko było tak bardzo skomplikowane. Kocha ją ?
Na to pytanie nie znał jeszcze odpowiedzi, zbyt krótko się znali. Poczuł coś, to pewne, ale czy to była miłość ? Bardziej skłaniał się przy odpowiedzi, że był to żal. Było mu najzwyczajniej w świecie żal tej biednej dziewczyny, której życie najwyraźniej nie rozpieszczało.
A może by tak ...?
- Bill czy ty mnie słuchasz ? - oburzona brunetka tupneła nogą - o czym do cholery myślisz ? - usiadła na nim okrakiem, dając mu do zrozumienia czego oczekuje. Rozejrzał się po mieszkaniu, był tak zamyślony, że nie zauważył jak chłopcy zniknęli a pojawiła się ona - niestety nie ta, którą chciałby w tym momencie zobaczyć.
- Nathalie, nie mogę, nie dziś - zepchnął ją z siebie, złapał paczkę Cameli i wyszedł zapalić
- a nie mówiłem ? - znikąd pojawił się Geo
- chłopaki ?
- no co ?
- pomożecie mi ?
Rozbudziła się w nim całkiem nowa nadzieja ... na może lepsze życie.
~ "Zawsze masz możność żyć szczęśliwie,
jeśli pójdziesz dobra drogą i zechcesz dobrze myśleć i czynić." ~