środa, 8 lipca 2015

4. Ich bin nicht ich wenn du nicht bei mir bist

Obudziłam się zalana łzami. To wszystko było takie realne takie niesamowite ... ale jego już nie ma, nie wróci, bo byłam tylko zwykłą sierotą, on nie mógł by polubić kogoś takiego. Pora wrócić do rzeczywistości. 
- Sue, nie płacz - usłyszałam głos Lidii, który wyrwał mnie z transu dramaturgii. - wczoraj byłaś na najlepszej randce w całym swoim życiu, powinnaś się cieszyć.
- ale on wyjechał - chlipnęłam.
- Sue, to nie ma sensu, poznałaś go, rozmawiałaś z nim, ale on ma swoje życie - tłumaczyła - widzieliście się jeden dzień kochanie. 

Z mojej perspektywy to co mówiła powinno mnie urazić, ale nie mogłam się na nią gniewać, nie umiałam, poza tym chciała mnie po prostu sprowadzić na ziemie jak zwykle kiedy ponosi mnie fantazja, a ponosi bardzo często. 
- Ubieramy się, zaraz na śniadanie - wstałam - znowu czeka na mnie piękna, ale zdradziecka gęba  Olivii -  nie mogę zrozumieć dlaczego laska mnie tak nie lubi.
- nie zwracaj uwagi i pamiętaj, choćby nie wiem co jestem po twojej stronie - zapewniła mnie przyjaciółka i razem weszłyśmy do stołówki, a ja czułam się jakbyśmy wchodziły w paszczę lwa.


- Siemanko - usłyszałam ten wredny głos, przypominający pisk zupełnie jakby ktoś naokrągło kuł mysz widelcem, albo drapał pazurami w okno. - czyżby zostawił cię ? Jaka szkoda !
Nic nie odpowiedziałam, wiedziałam dlaczego wyjechał i co się wydarzyło wczoraj między nami, ale wolałam zachować to wszystko dla siebie, ona nie musiała o tym wiedzieć.
- Lidi, dlaczego nie jesz ? - zagadnęłam smutną przyjaciółkę, wpatrującą się tępo w talerz
- Oj bo ... no wiesz .. - rozpromieniła się - dostałam dzisiaj SMS od Toma.. - w tym momencie wyłączyłam się i przestałam słuchać. Mi Bill od wczoraj nie dał znaku życia. To zbyt mało czasu żeby wyciągać pochopne wnioski, ale prawda była taka że za nim cholernie tęskniłam. Przez cały weekend stał się dla mnie kimś więcej....


* u Billa *


- nareszcie w domu - Tom rozłożył się wygodnie na kanapie
- super - Bill był jakby wypruty z sił, usiadł obok brata. 
- tęsknisz - to nie było pytanie. Doskonale znał brata i wiedział że jeszcze żadna kobieta poznana do tej pory nie zawróciła mu w głowie jak pewna niebieskowłosa piękność.
- nie, to tylko chwilowe - machnął ręką
- wydaje mi się że to właśnie ona - wtrącił się Geo - pozbierał śmiecie leżące na podłodze i również usiadł - tak długo na nią czekałeś
- Geo ... chłopaki ... polubiłem ją..ale... ja mam dziewczynę - wmawiał im, choć tak naprawdę wiedział że pomiędzy nimi wszystko się wypaliło. Był z nią bo była córką szefa wytwórni płyt. Dla dobra zespołu okłamywał sam siebie i chłopaków. Bo chcąc nie chcąc nie mógł jej pokochać. Totalnie nie była w jego stylu, nie była odpowiednia, nie pasowali do siebie. On zawsze miał problemy z kobietami sex bez zobowiązań i tyle, ale wszystko się zmieniło kiedy poznał Sophie. Ona wywarła na nim ogromne wrażenie, jak nikt do tej pory. Intrygowała go.
Tylko dlaczego to wszystko było tak bardzo skomplikowane. Kocha ją ?
Na to pytanie nie znał jeszcze odpowiedzi, zbyt krótko się znali. Poczuł coś, to pewne, ale czy to była miłość ? Bardziej skłaniał się przy odpowiedzi, że był to żal. Było mu najzwyczajniej w świecie żal tej biednej dziewczyny, której życie najwyraźniej nie rozpieszczało. 
A może by tak ...?
- Bill czy ty mnie słuchasz ? - oburzona  brunetka tupneła nogą - o czym do cholery myślisz ? - usiadła na nim okrakiem, dając mu do zrozumienia czego oczekuje. Rozejrzał się po mieszkaniu, był tak zamyślony, że nie zauważył jak chłopcy zniknęli a pojawiła się ona - niestety nie ta, którą chciałby w tym momencie zobaczyć. 
- Nathalie, nie mogę, nie dziś - zepchnął ją z siebie, złapał paczkę Cameli i wyszedł zapalić
- a nie mówiłem ? - znikąd pojawił się Geo
- chłopaki ?
- no co ?
- pomożecie mi ?
Rozbudziła się w nim całkiem nowa nadzieja ... na może lepsze życie. 


~ "Zawsze masz możność żyć szczęśliwie,

 jeśli pójdziesz dobra drogą i zechcesz dobrze myśleć i czynić." ~

środa, 1 lipca 2015

3. Der Abschied

Po koncercie Bill zabrał mnie ze sobą, bo jak twierdził ma bardzo ważną sprawę. Przy tym się uśmiechnął, ale ten uśmiech nie sięgnął jego oczu. Nie chciałam nawet się domyślać o co chodziło, bo był jakiś przygnębiony. Może to moja wina ?
- czy zrobiłam coś złego ? - spytałam przerażona
- jasne, że nie - znów próbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło.
- o co chodzi ?
- posłuchaj, ciężko, bo...- zawiesił się, nie wiedział jak powiedzieć mi to co ma do przekazania. 
- prosto z mostu - chciałam żeby wreszcie to z siebie wydusił i żeby znów na twarzy pojawił się jego ciepły uśmiech.
- dziś w nocy wyjeżdżamy z Berlina - powiedział szybko na jednym wdechu. 
- na długo ? - spytałam i zapadła cisza, znałam już odpowiedź
- na zawsze.

Zapowietrzyłam się, znamy się 2 dni, a ja go polubiłam, za bardzo. Jedyna osoba, która starała się mnie zrozumieć. Myślicie że jestem dziwna, tylko postawcie się w mojej sytuacji. Sytuacji osamotnionej dziewczyny z domu dziecka, wtedy całkiem inaczej spojrzycie na to wszystko.
- raczej już tu nie wrócę. Przykro mi - dodał po chwili - możemy do siebie dzwonić, obiecuje że się od ciebie nie odetnę. - tłumaczył, a ja coraz bardziej smutniałam. 
- Bill, ale dlaczego ?  - rozpłakałam się... przez te 2 dni... może coś poczułam, coś bardzo małego, ale jednak.
Przyjaźń ?
Szczerze wątpię, to uczucie było za silne, ale on teraz wyjedzie. To tyle w temacie.
Przytulił mnie i nic nie mówił, pozwolił mi się uspokoić.
- odwiozę cię - pchnął mnie w stronę wyjścia
- ale Lidi...
- Tom się nią zajmie - posadził mnie w białym r8.
Jechaliśmy w przeciwnym kierunku niż do domu.
-  dokąd jedziemy ? - nie wytrzymałam i po 10 min jazdy w nieznanym mi kierunku pękłam.
- porywam cię - uśmiechnął się. Znów powrócił ten uśmiech, to najważniejsze, nic więcej mi nie było trzeba, znów był szczęśliwy. Nie patrzył na drogę tylko na mnie, to było dla mnie bardzo dziwne uczucie - oczywiście w pozytywnym sensie. Tym rozwiał wszystkie moje wątpliwości, atmosfera się rozluźniła.

Wysiedliśmy przed bramą główną parku miejskiego, ale o tej porze była przecież zamknięta.
- co robisz ? - spytałam, kiedy gramolił się przez bramę, chciał ją  przeskoczyć.
- włamiemy się do parku, chodź - przywołał mnie gestem. 
- wariat !
Po chwili był już z drugiej strony i pomagał mi przejść.
- fajnie tu - szepnęłam, podobała mi się atmosfera o północy sami w parku, romantyczne. Ta niesamowita cisza, drzewa miały zupełnie inny kształt, żadna wrona nie krakała, żaden wiewiór nie przeskakiwał drogi - przyroda spała. 
- to super, jako gwiazda nie bardzo mogę chodzić na randki w takie miejsca w dzień no więc przyszliśmy tu w nocy - znów się uśmiechnął
-  to randka ? - zaskoczył mnie tym, poczułam co to znaczy mieć motyle w brzuchu. 
- jak najbardziej - znów pokazał rząd swoich białych zębów
- hmmm... ranka z gwiazdą... - zamyśliłam się
- tak - spoważniał - nawet nie wiesz ile bym dał żeby choć na chwilę być normalną osobą. Nudzą mnie te autografy, napalone fanki, które chcą mnie zgwałcić, paparazzi, ale przy tobie jest inaczej, bo ty jesteś inna. Szczególna. Może gdybym został tu trochę dłużej... to coś by z tego wynikło.
- co ? - zaskoczył mnie tym wyznaniem
- mam na myśli, że warto by było wtedy spróbować. Przykro mi że nie mieliśmy na to szansy, żałuję że nie mieliśmy czasu.
- Bill, ale dlaczego ? - przecież to niemożliwe, żeby taka osoba, chciała poznać bliżej kogoś takiego jak ja. 
- Co ? - spojrzał na mnie
- Jesteś gwiazdą, przecież możesz mieć każdą - wytłumaczyłam
- No cóż, człowiek zawsze chce tego, czego mieć nie może - posłał mi smutny uśmiech. 
- Tsaaa, na przykład rodzinę - wtrąciłam z ironią, ale nie dał się zwieść, wyczuł smutek w moim głosie.
- Znajdziesz dom - powiedział poważnie - Jestem tego pewien. 
- Ludzie z natury wolą młodsze dzieci, które można jeszcze jakoś po swojemu wychować. - wzruszyłam ramionami. 
- Ale ty masz urok osobisty, coś się ruszyło we mnie jak cię pierwszy raz zobaczyłem, ktoś cię kiedyś pokocha, zobaczysz.
Wyszliśmy z parku i odwiózł mnie pod dom. W samochodzie panowała grobowa cisza, żadne z nas nie wiedziało co mówi się w takiej sytuacji .
- Będę za tobą tęskniła - powiedziałam cicho i spuściłam głowę
- Będzie dobrze... objął mnie..a potem ...nie wiem...pocałował. To wszystko stało się tak szybko, mały niewinny buziak, ale znowu obudził się we mnie rój motyli. Ostatni raz uśmiechnęliśmy się do siebie, ostatni raz spojrzeliśmy sobie w oczy. 

Patrzyłam jak jego auto znika w mroku...