piątek, 1 września 2023

15. Ganz egal, wo du bist, wenn du nach mir greifst dann halt ich dich .

 

Kolacja przebiegała w milczeniu, nikt nie miał odwagi się odezwać. Siedziałam naprzeciwko człowieka, którego już tak naprawdę nie poznawałam. Bill siedział ze spuszczoną głową i udawał że je, a tak naprawdę przesuwał kawałek ryby z jednej strony talerza na drugą i odwrotnie.

- Posprzątam – Lidia przerwała cisze wstając od stołu

- Chętnie ci pomogę – złapałam pierwszy talerz z brzegu

- Nie, naprawdę nie trzeba – zaoponowała Simone, matka Billa była naprawdę przemiłą osobą, ojczym był raczej skryty i cichy. – Ja jej pomogę, przecież jesteś tu gościem. – wstała i znacząco szturchnęła męża w ramie. Gordon wziął półmisek ze śledziem i ruszył za żoną do kuchni. W salonie zostaliśmy tylko ja i bliźniacy i jeszcze ta niepokojąca cisza.

- Bill, będziesz tak siedział cały wieczór ? – zaczepił go Tom

Mężczyzna podniósł w końcu głowę, ale nie spojrzał na mnie tylko na brata

- Jesteś jej chyba coś winien – podpowiedział Tom i również opuścił pomieszczenie. Zostaliśmy sami, tylko ja i on, tak blisko siebie, ale jednak tak daleko.

Bill spojrzał na mnie tymi czekoladowymi tęczówkami i w końcu odezwał się do mnie.

- Pięknie wyglądasz – odchrząknął

- To Lidii wybrała – odpowiedziałam, rozmowa się nie kleiła, oj nie.

- Posłuchaj Sue, ja chciałbym cie przeprosić. Nie zasłużyłaś na to co się wydarzyło…

- Nie, proszę… - przerwałam mu, bałam się że jeśli dłużej będzie mówił o tamtej sytuacji po prostu nie wytrzymam i się rozpłaczę.

Zamilkł i patrzył na mnie. Postanowiłam przerwać te rozmowę i zakończyć Billa w moim życiu. Wstałam, sięgnęłam po torebkę i ruszyłam ku wyjściu z domu. Dotrę jakoś do bidula.

- Dokąd idziesz ? – poderwał się jakby rażony piorunem – Nie wychodź jest późno !

- Nie chce tu być – odpowiedziałam – Nie chce być piątym kołem u boku w waszych pięknych bajkach. Każdy książę ma tu już swoją księżniczkę, nie potrafię …. – nie umiałam nawet dokończyć zdania bo łzy zaczęły kapać mi na ubranie. Nie potrafiłam rozmawiać z człowiekiem, w którym kiedyś się zakochałam. Sięgałam po kurtkę gdy z kuchni wystrzeliła Lidia.

- Co ty wyprawiasz, wiesz która jest godzina. Nie ma mowy, żebyś teraz gdziekolwiek szła.

- Lidii, proszę … - głos mi się łamał.

- Mam, dla ciebie przygotowany pokój gościnny, nigdzie nie idziesz !

- Lidi ma racje – usłyszałam za plecami głos Billa – jeśli ktoś powinien wyjść to ja, ale najpierw chciałbym ci coś powiedzieć.

- Nie chce tego słuchać – odpowiedziałam. Wiedziałam, że jeśli spędzę z nim kolejne kilka minut to oszaleje – Lidii, pokaż mi ten pokój.

 

*** Bill ***

Usiadł na kanapie i złapał się za głowę, dopóki jej nie widział wszystko było w porządku, a dziś gdy stanęła u szczytu schodów w pięknej kreacji, nie potrafił się oprzeć wrażeniu że widzi Wróżkę albo Elfa, dziewczyna była tak piękna jak żadna inna kobieta jaką widział do tej pory. Potem kiedy zobaczył w jej oczach łzy, łzy bólu, samotności i usłyszał jej słowa, że czuje się jak piąte koło u wozu miał ochotę rzucić tą całą karierę w diabły i paść u jej stóp. Nikt nigdy nie sprawił że czuł tyle emocji, czasem bał się nawet że jako osoba publiczna, chłopak rozpoznawalny jest pozbawiony wszelkich uczuć i emocji. Z Natalie było dobrze, bogato, wesoło – czuł się przy niej dobrze. Zaśmiał się sam z siebie na te myśl, no tak on czuł się dobrze, ciekawe jak czuła się Sue. Najpierw obiecał jej cały świat, a potem porzucił, mało tego wróciła do bidula. Nie zasługiwała na to, zbyt dużo już przeszła.

- Bill, co ty wyprawiasz – znikąd pojawił się Tom i usiadł obok – Nawet jeśli nic do niej nie czujesz nie możesz traktować jej jak powietrze. Dziś traktowałeś tak wszystkich.

- Tom, nie wiem co mam robić. Mam dziewczynę, w krótce narzeczoną i właściwie to dobre życie…

- Żałujesz – przerwał mu Tom

- Co ?

- Żałujesz, że adoptowałeś Sue ? – to pytanie zmroziło Billa, jak Tom może w ogóle o to pytać ? Zakochał się w niej, był tego pewien, ale nie był pewien czy chce żeby tak wyglądało jego życie.

- Nie – odpowiedział – Niczego nie żałuje, jest wspaniała, piękna, mądra, wesoła…

- No dziś było widać jak bardzo jest wesoła – wtrącił cicho Tom – wiesz jak to wygląda ?

-Jak ?

- Jak byś się nią zabawił, poszedłeś do domu dziecka, zaadoptowałeś młodą dziewczynę, pozwoliłeś jej się w tobie zakochać, nie zaprzeczaj – Tom podniósł palec gdy Bill zaczynał otwierać usta – Doskonale wiesz, że się w tobie zakochała, mogła zakochać się w każdym innym. W naszym sąsiedztwie jest kilku fajnych chłopaków, którzy byliby na jej każde skinienie, albo w szkole na pewno ktoś się znajdzie, a ona wybrała ciebie. Właśnie ciebie, zadufanego w sobie faceta z farbowanymi włosami i umalowanym ryjem !

Bill milczał, nie było słów, których mógłby użyć na swoją obronę.

- Wiesz co jeszcze ? – drążył Tom – Specjalnie nie powiedziałeś jej o Natalie

- Słucham ?

- No, to słuchaj. Nie powiedziałeś jej o Natalie bo chciałeś ciągnąć to co łączyło cie z Sue. Nie potrafisz z tego zrezygnować, nie potrafisz zrezygnować z niej. Gdybyś kochał Natalie po prostu od razu powiedziałbyś Sue, że nic z tego nie będzie, a ty ciągle to ciągnąłeś i karmiłeś ją tymi kłamstwami o miłości.

- Tom, błagam przestań – wyszeptał Bill, wiedział że był winny. Sam wystarczająco się dołował, nie potrzebował jeszcze docinek brata.

- Nie przestanę dopóki nie otworzysz oczu!

- Na co ? – Bill powoli przestawał rozumieć

- Na to, że to nie były kłamstwa !!!! Widziałem twoje zachowanie, widziałem twoje oczy, znam cię całe życie. To nie były kłamstwa.

- O co ci chodzi ? – zdenerwował się, brat mu nic nie wyjaśnił tylko bardziej mieszał i tak pomieszaną już sytuacje.

- Nie kłamałeś mówiąc, że ją kochasz….

Tymi słowami Tom zakończył rozmowę i zostawił rozbitego Billa samego na kanapie, żeby mógł przemyśleć to i owo. I owszem myślał, myślał o tym co powiedział brat, o uczuciach jakie towarzyszyły dniom spędzonym z Sue, porównywał dni z Sue do dni z Nat… miał cholerny mętlik w głowie, nic nie było proste.

Wstał i postanowił się przespać, Lidii i dla niego przygotowała pokój gościnny. Wszedł do czystego beżowego wnętrza, położył się na łóżku, jasne kolory go uspokajały, rozplątywały poplątane myśli, po kilku chwilach przestała go boleć głowa. Wstał, złapał paczkę papierosów i wyszedł na przylegający do jego pokoju i sąsiadującego pokoju  balkon. Oparł się o barierkę i odpalił papierosa, zaciągnął się dymem i usłyszał dziwny tłumiony głos, albo jęk. Rozejrzał się, wokoło nikogo nie było, pod balkonem też nikt nie chodził, zaciągnął się znowu i znów to usłyszał. To nie był jęk jak na początku myślał, ktoś rozpaczliwie płakał. Dźwięk dochodził z okna pokoju obok, kto tam spał ? Po cichu podszedł do drzwi balkonowych drugiego pokoju, dźwięk się nasilił bo okno balkonowe było uchylone. Ktoś naprawdę bardzo płakał.

Raz kozie śmierć, pomyślał i pchnął drzwi. To co zobaczył niemal zbiło go z nóg, musiał przytrzymać się ramy okiennej. Na wielkim łóżku leżał nie kto inny tylko Sue, to ona rozpaczliwie płakała. Podszedł do łóżka i usiadł obok niej.

- Nie płacz proszę, nie mogę patrzeć jak cierpisz – powiedział.

Dziewczyna nie odpowiedziała, ale siorbnęła nosem i się uspokoiła.

- Po co tu przyszedłeś ! – Naskoczyła na niego – Naprawdę jesteś takim socjopatą !!! Cieszy cię to jak cierpię ?!

- Nie, nie mów tak …. – próbował się bronić. Dziewczyna spojrzała na niego swoim zapłakanym, ale zaciętym wzrokiem.

- Zostaw mnie Bill, daj mi spokój. Jutro wrócisz do swojego idealnego życia z idealną dziewczyną, a ja do mojej rzeczywistości i już nigdy więcej się nie spotkamy.

 

*** Sophie***

To były właśnie te słowa, które powinny zostać wypowiedziane. Tak trzeba było zrobić, odciąć się od rodziny Kaulitzów zupełnie, nawet jeśli oznaczało to rozstanie z Lidii, przyjaciółka nie należała już do mojej rzeczywistości. Znalazła miłość, spodziewa się dziecka i stworzy swój własny dom, którego nigdy nie miała, a ja nie będę potrafiła na to patrzeć, prędzej czy później moja zazdrość i tak zniszczy naszą relacje. Lepiej więc pożegnać się teraz na neutralnym gruncie….

- Nie chce – padło nagle obok, zapomniałam że Bill wciąż tu był i właśnie mi odpowiedział – Nie chce takiego życia, nie chce życia w, którym cię nie będzie.

- A ja nie chce życia z wami, jutro po śniadaniu wracam do domu dziecka, poproszę panią Zosię żeby pomogła mi napisać podanie o przeniesienie. Zmienię miasto, wyprowadzę się, w końcu co za różnica czy nienawidzą mnie tu czy gdzieś indziej.

- Jak to, uciekniesz ?

- Tak, nie szukaj mnie proszę. Zakończmy to tak jak jest.

Myślał chwilę, a potem skinął głową.

- To nasza ostatnia noc, więc może spędzimy ją jak przyjaciele , uśmiechnięci – szturchnął mnie. Uśmiechnęłam się do niego najpiękniej jak potrafiłam, tak to nasza ostatnia noc więc powinnam zapamiętać ją jako wesołą, żeby móc potem wspominać …

- Dobrze, więc może… - nie zdążyłam nic powiedzieć bo z namiętnością wpił się w moje usta. O boże, o boże on mnie pocałował. Zakręciło mi się w głowie, całował mnie tak intensywnie, przysunął się i sięgnął ręką do mojej  gumki na włosach, zdjął ją i kosmyki rozpłynęły się wokół mojej twarzy jak niebieskie fale oceanu. Zamknęłam oczy, marzyłam by to uczucie nigdy nie przeminęło, niestety po chwili poczułam zimny powiew na ustach, przestał mnie całować. Otworzyłam gwałtownie oczy i spostrzegłam że przestał mnie całować, żeby rozpiąć moją sukienkę. Nim zdążyłam się zorientować byłam w samym staniku i stringach.

- Co ty robisz ?? – nie rozumiał co się właściwie dzieje

- Kocham Cię – powiedział tylko i zrzucił z siebie koszulę – Nie brzmi to romantycznie, wiem, ale naprawdę tak właśnie jest.

- Bill przestań o czym ty mówisz …. – urwałam gdy przejechał ręką po moich, prawie nieistniejących majtkach. Zawisł nade mną ręką doprowadzając mnie do szczytu rozkoszy. – Zaczekaj, ja nigdy …

- Wszystko będzie dobrze, jesteś w tym ze mną – położył się nade mną i faktycznie sprawił że ta nasza ostatnia noc była długo niezapomniana….

 

*

Rano bałam się otworzyć oczy, sen był tak wyrazisty i tak piękny. We śnie byłam najpiękniejszą kobietą na ziemi. Widziałam to w jego oczach, czułam jak pieścił moje ciało- jakby było najwspanialsze na świecie. Jak wchodził we mnie jakby nie było jutra. Wiedziałam że jak otworze oczy to wszystko zniknie…

- Uśmiechasz się przez sen czy już nie śpisz ? – usłyszałam nagle przy moim lewym uchu. Gwałtownie otworzyłam oczy i usiadłam przerażona. To nie był sen ? Okazało się że faktycznie nie był to sen, a ja siadając gwałtownie zrzuciłam z siebie kołdrę. Byłam całkowicie naga, a Bill leżał i spokojnie mi się przyglądał. – Jesteś taka piękna, żałuję że nasz pierwszy raz odbył się w nocy. W dzień zobaczył bym więcej twojego piękna. – na te słowa oprzytomniałam i zakryłam się kołdrą, a on się zaśmiał. Tak beztrosko i przyjemnie. Ten dźwięk był jak muzyka dla uszu.

- O boże, przeleciałeś mnie ?!!! – niedowierzałam.

- No wiesz, nie oponowałaś za bardzo – znów się zaśmiał.

- Ale co z Natalie ? – on miał dziewczynę, jak mogliśmy o tym zapomnieć – Przecież tak nie można, ona będzie cierpieć jeśli się dowie.

- Jestem pod wrażeniem, że martwisz się o uczucia kobiety, która podeptała twoje. Nie ma jej tu i nie będzie. – no i wypowiedział to w złą godzinę. Sekundę po jego słowach zadzwonił do niego Tom.

 

*** Bill***

- Gdzie jesteś ? – zapytał brat – Jest prawie 13

- co ? jest tak późno ?! – tym lekkim krzykiem przestraszył siedzącą obok dziewczynę, uśmiechną się do niej i pocałował w czoło. Dawno nie czuł się taki szczęśliwy, beztroski i po prostu zakochany. – Właściwie po co dzwonisz ?

- Natalie przyjechała już godzinę temu, szukała cię, powiedziałem jej że jesteś w pokoju gościnnym ale cię tam nie znalazła.

- Co jej powiedziałeś ? – o cholera, sielanka dobiegła końca.

- Że pewnie poszedłeś po fajki, ale Bill minęła prawie godzina. Gdzie ty jesteś ?

- W domu

- W środku nocy pojechałeś do siebie ?

- Nie, w waszym domu.

- Ale pokój gościnny jest pusty

- Istotnie, bo mnie tam nie było całą noc.

- Gdzie spałeś ? Dlaczego masz dobry humor ? Uśmiechasz się ?

- Nie spałem – powiedział uśmiechnięty – Tak uśmiecham się – szturchnął Sue łokciem i znów pocałował w czoło, o tak i w ten śliczny, piegowaty nosek. O tak był po prostu szczęśliwy.

- Jak to ? Gdzie jesteś ?

- Posłuchaj, jakoś to zaaranżuj , zmieniam oponę czy coś, muszę się prześlizgnąć do pokoju po świeże ubrania.

- Gdzie spędziłeś noc ?! – Tom coraz bardziej się denerwował.

- Spokojnie, tam gdzie już dawno powinienem.

- U psychiatry ?

- U Sue, spędziłem te noc z Sue.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

- Jak to z Sue ? – Tom odzyskał głos po dłuższej chwili – Co robiliście

- Nie będę ci się spowiadał co robię z dziewczyną którą kocham, ale raczej na pewno nie spaliśmy, hehe – Tom znów zamilkł a Sue kopnęła go w kolano, więc żeby ją uspokoić znów ją pocałował. Wspaniałe uczucie móc beztrosko całować Sue. – Zagadaj Nat pod byle jakim pretekstem, zejdziemy na obiad – powiedział Bill i się rozłączył.

- Ona nas zabije – powiedziałą przerażona dziewczyna.

- Nie, maleńka. Dziś wielki dzień. – znów ją pocałował i wstał. Sue przełknęła slinę patrząc na jego męskość.

- Jak on się zmieścił ?

- Daliśmy rade laleczko, ale teraz poważnie idę się ubrać, zejdź na obiad na 13 – po tych słowach wyszedł.

 

*** Tom***

- Bill pojechał po jakieś dokumenty do domu, ale po drodze złapał gumę i czekał długo na pomoc drogową, żeby mu zmienili koło – powiedział Tom na jednym wdechu.

Natalie spojrzała na niego podejrzliwie, ale ta kobieta była zbyt głupia na to żeby dopytywać, a może po prostu miała gdzieś co się dzieje z Billem dopóki ma podpisany kontrakt z wytwórnią tatusia.

- A wiesz Tommy co się będzie dziś działo ? – zaczęła swoim udawanym zmysłowym głosem. Nie nawidził gdy tak do niego mówiła, dla niej był Tomem.

- Co takiego ? – zza pleców wyszła jej Lidia.

- Bill mi się oświadczy ?

- Słucham !? – Lidia zakrztusiła się powietrzem. – Skąd wiesz ? Takie rzeczy to raczej niespodzianka.

- Wiem bo widziałam swój pierścionek, Bill nie wie że wiem, nie chce psuć niespodzianki. Pierścionek jest piękny, z białego złota z pięknym białym diamentem.

Tom i Lidii oboje zamarli, Tom nie wierzył że jego brat jest aż tak głupi. Wiedział, że zależało mu na kontrakcie i przyszłości zespołu, ale ślub !. Lidia po prostu weszła do kuchni by nie zacząć wrzeszczeć. Nagle wszystkich oprócz Nat obleciał strach. W domu była Sue, która na pewno nie powinna widzieć tych zaręczyn.

- Obiad !!! – krzynęła Simone i wszyscy ruszyli w kierunku stołu. Sue zeszłą pierwsza i uśmiechnęła się do Nat.

- Oh, ty też tu jesteś ? – Nathalie była zdziwiona faktem że Sue została zaproszona na święta.

- Oczywiście – Tom wtrącił się jej w słowa – Ona poniekąd też należy do rodziny. – w tym momencie na dole pojawił się Bill i wszyscy usiedli do stołu. Nathalie oczywiście zajęła miejsce tuż obok Billa, a dla Sue Tom przygotował miejsce naprzeciwko. Atmosfera była krępująca, wszyscy obawiali się co się wydarzy.

 

*** Sue ***

- Chciałbym zabrać głos – po zjedzonym śniadaniu Bill podniósł się z krzesła. Przesunęłam wzrokiem po rodzinie Billa, wszyscy mieli poważne miny, tylko Nathalie wierciła się na krześle nie mogąc się doczekać czegoś co ma nastąpić. Nikt nie odważył się odezwać, więc Bill kontynuował- Dzisiejszy dzień będzie jednym z najważniejszych w moim życiu i w życiu kobiety, którą kocham. – nagle zniknął mój dobry humor, oczy Billa świeciły się jak diamenty, był szczęśliwy, a obok siedziała jego równie szczęśliwa kobieta. Wyciągną z kieszeni spodni małe kwadratowe pudełeczko, dopiero po chwili zorientowałam się czym jest owo pudełeczko.

Miałam ochotę biec aż moje płuca przestaną działać, rzucić się z dachu, utopić w basenie…. Ból uderzył mnie z taką siłą, że musiałam przytrzymać się stołu, żeby nie zemdleć. Zabrakło mi powietrza a pięści same się zacisnęły, pojawiło się nieznane mi dotąd uczucie….zazdrość. Do tej pory niczego nikomu nie zazdrościłam. Mieszkając w bidulu tak naprawdę nie miałam nigdy nic swojego, nic co mogłabym pokochać, a teraz tracę jedyną rzecz na świecie którą naprawdę pokochałam.

- SUE !!!! – do mojej głowy dotarł krzyk, zamrugałam żeby wyrwać się z letargu i moich myśli. Chwileczkę, czegoś nie rozumiem. Bill nie stał obok wściekłej Nathalie, która jadowicie patrzyła w moją stronę tylko ….przedemną.

- Sue … kochanie, pytałem czy za mnie wyjdziesz ?

- co … co …co ? – nie rozumiałam nic

- Sophie, powiedziałaś wczoraj że każda księżniczka ma tu swojego księcia, chce być twoim.

- Nie rozumiem , chcesz się ze mną ożenić ?! – nie dowierzałam

- Przecież właśnie to przed chwilą powiedziałem.

- A co z Nathalie ?

- Właśnie, co ze mną – wtrąciłą się kobieta.

- Nie kocham jej – Bill patrzył na mnie.

- Ale to mi miałeś się oświadczyć !! – krzyczała

- Planowałem oświadczyć się Nat, to prawda.

- I nagle teraz ci się odmieniło ? Bill, proszę powiedz że to żart – błagała go upokorzona Nathalie – Pamiętaj o wytwórni.

- Nie odmieniło mi się teraz, dzięki Tomowi zrozumiałem pewną sprawę – zwrócił się do niej – Zrozumiałem, że cokolwiek byś nie zrobiła, jakkolwiek byłabyś piękna, wspaniała, miła nigdy nie będę z tobą szczęśliwy. Bo cię nie kocham. Pieprzyć tą wytwórnie, chłopaki jakoś to zrozumieją, zerwę kontrakt i zapłacę tyle odszkodowania ile będziecie chcieli. Bo pieniądze są tu nieważne, ważne jest to, że gdybym z tobą był nigdy nie byłbym szczęśliwy. Wystarczyła szczera rozmowa z bratem żeby to zrozumieć, pomógł mi w tym też widok Lidii w ciąży, Nathalie ja też chce kiedyś mieć rodzinę, a ty nie byłabyś dobrą matką i żoną. Nie byłem dziś poza domem, spędziłem te noc z Sophie i to byłą najpiękniejsza noc w moim życiu. Seks z tobą Nat był wspaniały – Bill kontynuował mimo że kobieta próbowała mu przerwać z furią – Ale po tej nocy zrozumiałem że seks to nie tylko fizyczność Nat, to też uczucia. Dlatego stoję tu teraz przed wami, moimi najbliższymi – Bill zmienił ton i spojrzał na wszystkich – I chcę przy świadkach powiedzieć o miłości, o miłości tak czystej jak bezchmurne niebo, o miłości tak pięknej jak dolary, o miłości tak ciepłej jak słońce w dzień gorącego lata i tak szczerej jak łza spływająca po policzku. Dlatego – spojrzał teraz na mnie , a ja byłam już pewna że się przewrócę – Dlatego Sophie klękam tu przed tobą – uklęknął – i proszę cię o ręke, Księżniczko proszę wyjdź za mnie. – Zbrakło mi tchu, z emocji mogłam tylko pokiwać głową i gdy pierścionek pojawił się na moim palcu wybuchła wrzawa. Wszyscy klaskali i cieszyli się moim szczęściem…. Naszym szczęściem. Moim i Billa.

Mój książę pocałował mnie jeszcze raz przy wszystkich i usiedliśmy znów do stołu, żeby świętować mój najlepszy dzień życia.

A co z Nathalie ? Kobieta z furią wybiegła z domu krzycząc, że pożałujemy i że nikt nigdy jej tak nie znieważył, ale o niej nie powinniśmy myśleć w tej wspaniałej chwili.

 

 

 

 

 

 

 

czwartek, 18 listopada 2021

14. Komm und rette mich.

Rzucał wszystkim co miał pod ręką, łamał krzesła, krążył po pokoju i walił pięściami w ściany. Sophie odeszła, a on dopiero po kilku dniach zrozumiał co to dla niego oznacza, dopiero po kilku dniach dotarło do niego, że dziewczyny naprawdę nie ma. W domu panowała nienaturalnie spokojna atmosfera. Nathalie na całe szczęście przesiadywała u koleżanki, Tom i Lidia zajmowali się swoimi sprawami, a gdy mijali się z nim na korytarzu nie zaszczycili go nawet słowem. Sophie nie było, a ta wszechogarniająca cisza wcale mu nie pomagała.

- Nie ma jej ! Nie ma ! - wrzeszczał do siebie w myślach – Co teraz robisz Sue ? Błagam wróć – z jednej strony cholernie cierpiał z powodu dziewczyny, w której prawdziwie się zakochał, ale z drugiej miał przy sobie prawdziwą kobietę i wszystko o czym marzył przez wiele lat, tylko nawet złudna świadomość że ma wszystko nie mogła powstrzymać koszmarów z jakimi budził się co ranek, bo mimo że miał wszystko czegoś było mu brak, to czego mu brak wiedzieli wszyscy, ale on usilnie próbował wmówić sobie że tak nie jest. Nie potrzebował jej, mieszkał w wielkiej willi, miał dziewczynę, miał karierę, miał dobre życie … co się do cholery zmieniło ?

- Poznałeś ją – szeptała mu podświadomość.

Prawda była taka, że tak późno dotarł do niego brak Sue ponieważ przez te kilka dni po jej odejściu był martwy, umierał od środka. Dusił się jak ryba wyciągnięta z wody, dopiero dłuższym czasie dał radę ocknąć się z otępienia, niestety na jego nieszczęście wraz z odejściem otępienia przyszła rzeczywistość i musiał się z nią zmierzyć.


Wszedł do dawnego pokoju Sue, nie wchodził tam od felernego dnia. Rozejrzał się, wszystko tu pachniało nią, wszędzie było widać jej rękę przy układaniu rzeczy w odpowiedniej kolejności. Na ścianach wisiały obrazki, które kupiła na targu za niewielką cenę, wielkie okno przysłonięte było zasłoną tylko do ¼ z lewej strony, by do pokoju dochodziło światło słoneczne ze wschodu. Wszystko było tak jak zostawiła. Usiadł na dywanie i wpatrywał się tępo w ścianę z zawieszonym na niej rysunkiem drzewa.

Nie zmienił pozycji nawet po kilku godzinach, kiedy Tom w poszukiwaniu dokumentów zajrzał do jego domu. Tom z Lidii nie mieszkali już razem z nim, postanowili w końcu zamieszkać tylko we dwoje, a właściwie niedługo we troję, więc w wielkim domu był tylko z Nat, która nie mogła znieść jego nastrojów i najczęściej wychodziła z domu. Zostawał wtedy sam ze swoimi myślami i właśnie takiego zamyślonego znalazł go Tom. Po wielu próbach oderwania brata od snów już miał kapitulować gdy Bill się ocknął.

- Nie – powiedział tylko wciąż wpatrując się w obraz, ale ku uciesze brata już bardziej przytomnym wzrokiem.

- Co nie ? - zapytał

- Nie wyjdę stąd. Bierz co chcesz, nawet meble, wszystko mi jedno. Nie wyjdę stąd.

Tom nienawidził brata za to co się stało, ale patrząc jak cierpi sam miał ochotę wyć.

- Bill, tak nie można – przykucnął przy nim

- Daj mi spokój – powiedział tylko i spuścił wzrok na swoje czarne conversy.

- Bill, jej tu nie ma, nie ma jej już w tym pokoju.

- Ale jest tu jej dusza – wskazał na obrazek drzewa. Na to Tom nie znalazł odpowiedzi. Po prostu wyszedł, do pewnych spraw potrzeba czasu.


Nagle coś się zmieniło, nie to niemożliwe – była tu, stała naprzeciw niego w ogrodzie, nie miał pojęcia jak znalazł się w ogrodzie, ale liczyło się to że Sophie tu była. Nie uśmiechała się – trudno się uśmiechać w takich okolicznościach, ale mówiła. Na początku nie usłyszał, ale gdy się wsłuchał dźwięki rozkwitły w jego umyśle „Złamałeś obietnice Bill”, „Jak mogłeś” , „Obiecaj, że już cię nie zobaczę”. Ukochana była zła, chciał ją przeprosić, wszystko wyjaśnić ale nie mógł otworzyć ust.

Gwałtownie się ocknął, to tylko sen, wcale nie znajdował się w ogrodzie a jej wcale tu nie było. Leżał na miękkim dywanie w pokoju Sue,a za oknem zapadł zmrok. Podniósł się, wyszedł z pokoju, musiał przybrać pozę „Nic mi nie jest bejbe” bo na podjazd właśnie zajechało obrzydliwie różowe porsche. Nathalie wróciła.


*

Wbiegłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami, po moim powrocie rozpętało się piekło – oczywiście dla mnie. Wytykali mnie palcami, szturchali, wyśmiewali. W końcu zostałam wyrzutkiem. Największą radochę jak nietrudno się domyślić sprawiłam Olivii, ta mogła sobie na mnie poużywać i robiła to – nieustannie.

- Mogłabyś przestać trzaskać ! - z rogu pokoju słychać było głośne syknięcie. Tak, to moja wspaniałą nowa współlokatorka, nienawidzimy się jak psy, ale po kilku dniach docierania się nawzajem – drapania, bicia, szarpania i gryzienia powoli zaczynamy normalnie funkcjonować. Ona przynajmniej mi nie dogryza jeśli chodzi o Billa, ponieważ pojawiła się w bidulu po tym jak ja z niego wyjechałam, ale od innych słyszę wciąż to samo „zostawił cię”, „ to było do przewidzenia”, „jesteś wyrzutkiem”, „śmieć” .

Nie było przy mnie Lidii, która stanęła by w mojej obronie, całe dnie spędzałam zupełnie sama w 4 ścianach. Pierwsze dwa tygodnie były najgorszą batalią, a potem ludzie zaczęli się tym nudzić.

Przyjaciółka dzwoniła do mnie codziennie, opowiadała co się u nich dzieje, o tym jak z Tomem spekulują nad płcią dziecka, o tym jakie imiona wybrali, ale o nim nie wspominała. Nigdy nie powiedziała o Billu ani słowa, byłam jej za to wdzięczna, bo pewnych rzeczy nie można wybaczyć – trzeba je zapomnieć. Czasem dzwonił też Tom, ale Bill nie odezwał się ani razu – tak jak obiecał.


*** 2 miesiące później ***

Rzuciłam „Bravo” pod łóżko, gdzie rosła już pokaźna sterta gazet, nie chciałam znać Billa, ale siłą rzeczy chciałam wiedzieć jak mu się układa, a skąd czerpać wiedzę jak nie z kolorowych czasopism ? Nie myliłam się, w dzisiejszym wydaniu było mnóstwo wzmianek o Tokio Hotel, ale wszystkie były moim zdaniem wyssane z palca „Czy Tokio Hotel się rozpadnie”, „Nowy singiel odłożony na co najmniej kilka miesięcy”, ale o samym Billu nie znalazłam nic oprócz kolorowego zdjęcia zrobionego podczas odśnieżania samochodu.

No tak, zbliżały się święta, kolejne święta, które spędzę w bidulu. Prawie już zapomniałam jak pięknie, rodzinnie i ciepło może być podczas tego okresu – mnie przestało to dotyczyć już dawno.


Kolejnego dnia wstałam w trochę lepszych humorze, ponieważ według kalendarza dziś jest 24 czyli Wigilia, może uda mi się jak co roku ubrać choinkę z młodszymi dziećmi, tak bardzo brakowało mi tej tradycji, u mnie w domu zawsze całą rodziną ubieraliśmy choinkę, potem gdy pierwsza gwiazdka pojawiała się na niebie zasiadaliśmy całą rodziną wspólnie do stołu, składaliśmy sobie życzenia, dzieliliśmy się opłatkiem i rozdawaliśmy prezenty. Cholerny wypadek pozbawił mnie tego, pozbawił mnie całego życia. Zostałam sama, nie mam z kim ubierać choinki i komu dawać prezentów. Nawet moja przyjaciółka od jakiegoś czasu prawie wcale się nie odzywa, Tom nie rozmawiał ze mną od wieków. Czy oni zapomnieli o mnie ? W końcu dali sobie spokój, z ich perspektywy byłam pewnie kulą u nogi i 5 kołem u wozu, zawsze na doczepkę, zawsze ta druga.

Zeszłam na dół, choinka była już prawie ubrana, więc nie pozostało mi nic jak wyjść przed budynek i powłóczyć się po dworze. Tak, też zrobiłam, wzięłam kurtkę i poszłam w obojętnym kierunku. Nie wiem jak długo szłam i rozmyślałam, ale zapadł zmrok, a ja nie umiałam znaleźć drogi powrotnej do domu. Starałam się iść po swoich śladach, ale większość z nich zasypał już śnieg, pozostało mi tylko wierzyć, że idę w dobrym kierunku.


*

Święta miał spędzić u Toma i Lidii, pierwszego dnia Nathalie pojechała do rodziców a drugiego planował jej się oświadczyć, kupił pierścionek, ułożył formułkę i starał sam siebie przekonać, żę postępuje właściwie, że teraz już wszystko będzie dobrze. Patrzył jak okrąglutka Lidi próbuje zawiesić bombki na najwyższych gałęziach wielkiej choinki i jak Tom jej pomaga, byli tacy szczęśliwi. Poszedł na górę i włączył telewizor, nie chciał im w niczym przeszkadzać.


*

Do domu dotarłam późną nocą, w oknach świeciły się światła, zmarznięta weszłam do środka.

- Matko jedyna, dziewczyno gdzieś ty była – podbiegła do mnie pani Zosia – Wszyscy od kilku godzin cię szukamy.

- Przepraszam, zbłądziłam. - mówiłam rozbierając się.

- Masz gościa – Pani Zosia poprowadziła mnie na drugą stronę holu. W cieniu pomieszczenie stała … Lidia i promiennie uśmiechała się do mnie.

- Lidi ?! To naprawdę ty – podbiegłam i przytuliłam przyjaciółkę.

- Oczywiście, naprawdę myślałaś że spędzisz święta beze mnie ?

- Myślałam, że o mnie zapomniałaś.

- Zwariowałaś ! Dzwoniłam codziennie, coś niedobrego musiało stać się z twoim telefonem. Kochana opowiem ci wszystko w drodze, Tom czeka na nas w samochodzie.

Pośpiesznie założyłam kurtkę i buty i mogłyśmy iść. W aucie panowała radosna atmosfera.

- Poznasz naszą mamę, jest cudowna.- mamrotał Tom

- Ale ja nie mam się nawet w co ubrać – posmutniałam

- Kochana masz, przed przyjazdem do ciebie kupiłam ci kilka rzeczy, na pewno coś z nich wybierzesz. - podała mi torbę


W domu panowała ciepła atmosfera, z kominka buchał ogień dając łune światła na cały salon. Rodzice Toma okazali się naprawdę przemiłymi ludźmi. Bardzo ciepło mnie przyjęli. Choinka była niesamowita, taka jak z moich dziecięcych marzeń, na kominku wisiały kolorowe Mikołajowe skarpety.




- Kochana , przebierz się, za chwilę zaczynamy. - poprosiła mnie Lidia

- Dobrze , tylko gdzie łazienka ?

- Na górze pierwsze drzwi z lewej. - odkrzyknął Tom niosący karpia na stół.


W torbie, którą podarowała mi Lidi było kilka pięknych ciuszków, najbardziej odpowiednia wydała mi się rozkloszowana czarna sukienka i do tego czarne sandałki i biżuteria, teraz trochę podmalować oko, całe szczęście o to również zadbała Lidia i mogłam już zejść na dół.



*

Usiadł przy stole, wszyscy mieli podniecone miny.

- Jest śliczna – mówiła mama do Lidi, pomyślał że chodzi im o Nat, która faktycznie była piękną kobietą, ale przecież ona miała być u rodziców. Cholera oczywiście, ona już od jakiegoś czasu podejrzewała, że zamierzał się oświadczyć i zrobiła mu niespodziankę. Pobladł, nie był gotowy, pierścionek miał co prawda w kieszeni marynarki wiszącej na wieszaku za nim, ale miało zadziać się to dopiero jutro.

Usłyszał stukanie szpilek na schodach, uspokój się Kaulitz, Nat może poczekać, ale to nie była ona …

Prawie spadł z krzesła widząc śliczną, zarumienioną jeszcze od zimowego wieczoru niebieskowłosą dziewczynę. W oczach stanęły mu łzy szczęścia i ulgi, była tu i szła prosto do celu.

Spojrzał na brata, który zawadiacko się uśmiechał i zrozumiał, że to wszystko było ukartowane, że specjalnie usiedli tak żeby miejsce dokładnie naprzeciwko niego było wolne. Po chwili właśnie tam usiadła dziewczyna…


Jeśli istnieje niebo, odnajdziemy się bo bez Ciebie nie ma nieba














czwartek, 4 listopada 2021

13. Übers Ende dieser Welt, die hinter uns zerfällt .

 

Obudziłam się w szpitalnej sali, chwilę zajęło mi dojście do siebie, przypomnienie sobie co się tak właściwie wydarzyło i odnalezienie się w nowej rzeczywistości. Za oknem świeciło słońce, robiło się coraz cieplej, nadeszła wiosna.

Zawsze dotrzymuję obietnic Sue” te słowa wisiały nad nami jak wielkie czarne burzowe chmury. Raz po raz wbijały się w mój zmęczony umysł powodując nieznośny ból. Bill, miał wszystko zakończyć, miało być dobrze, mieliśmy spróbować. Ja czekałam a on się tam znakomicie bawił ze swoją ukochaną dziewczyną.

Moje rozmyślania przerwał nie kto inny jak Bill, który właśnie po cichu wszedł do sali.

- Po co przyszedłeś ?! - naskoczyłam na niego , przemawiały przeze mnie ból i wielki żal. Nie chciałam, żeby tu był, chciałam być sama. Tak jak było dotychczas, tylko ja i mój smutek.

- Sue … ja ...- urwał, nie miał pojęcia co powiedzieć, nigdy nie był w takiej cholernie trudnej sytuacji.

- Złamałeś obietnice – powiedziałam dobitnie i wyraźnie – Zaufałam Ci, a ty po prostu złamałeś dane słowo. Nie oczekiwałam że wrócisz i o razu weźmiemy ślub Bill, ja po prostu chciałam żeby ktoś w końcu mnie pokochał.

- Sophie ...- znowu urwał

- Mówiłeś że nic do niej nie czujesz, że to tylko seks i kariera – odwróciłam się do niego plecami – nie wyglądało tak, kiedy weszliście tacy szczęśliwi do domu.

- Bo tak w gruncie rzeczy jest – przytaknął, ale głos mu się załamał.

- To dlaczego … ? - pytanie zawisło na chwile w próżni, ja nie mogłam dokończyć ,a Bill nie potrafił odpowiedzieć.

Ukryłam twarz w dłoniach, byłam już tym zmęczona. Podszedł i mnie przytulił, uczucia bycia w jego ramionach nie da się opisać słowami, to uczucie nie z tego świata, a ja tak bardzo potrzebowałam teraz przytulenia. Jak na ironie pocieszyć mnie może tylko osoba, przez którą tu się znalazłam.

- Sue – zaczął – Ciężko pracowałem na moje marzenia od małego, teraz gdy już mam to wszystko nie chcę tego stracić, boje się Sue. Nie kocham jej księżniczko, ona wie o tym doskonale, ale wie również, że jestem tak próżny i egoistyczny, że ma mnie w garści, a ja nie mam jaj żeby coś zmienić. Nie potrafię się wyrwać z tej relacji Sue.

- Przed wyjazdem powiedziałeś, że spróbujemy – musiałam to wiedzieć – Czy mam rozumieć, że to już nie jest aktualne ?

Zapadła cisza, Bill znów nie potrafił odpowiedzieć na pytanie.

- Mówiłeś też, że coś poczułeś – kontynuowałam – Czy to odeszło ?

Ta przenikliwa cisza sprawiała okrutny ból. Bill nie patrzył mi w oczy, nie potrafił. Wygląda na to że to ja powinnam podjąć decyzję za nas dwoje. To wszystko i tak od początku skazane było na niepowodzenie, musiałam to zakończyć. Z bólem serca zdecydowałam.

- Jeśli sława i pieniądze to naprawdę to o czym marzysz, co cię uszczęśliwi to idź, rozwijaj się w tym kierunku, nie zatrzymam cię już. Bill idź i bądź szczęśliwy, tylko wtedy ja będę mogła być szczęśliwa.

Skinął głową. Cisza.

Musiałam to kontynuować.

- Rozmawiałam już z Tomem i Lidią, ustaliliśmy że wrócę do domu dziecka, jakoś wytrzymam do 18 urodzin, a potem pójdę w świat.


Bill zamrugał i głośno zaczerpnął powietrza

- Nie wrócisz tam ! - powiedział stanowczym głosem. - Nie wrócisz, rozumiesz ?

- Ja nie umiem inaczej, przepraszam. Mam żyć obok ciebie i umierać od środka ? Jesteś z Nat, jeśli naprawdę tworzycie coś pięknego to proszę pozwól mi odejść. - mówiłam – Pozwól mi odejść – powtórzyłam już szeptem bo głos mi się załamał.

- Dobrze – usłyszałam najgorszą rzecz jaką kiedykolwiek mogłam usłyszeć, suche „Dobrze” i koniec rozmowy. Do końca miałam nadzieje, że Bill zaprzeczy, że powie że nie pozwoli mi odejść, ale pozwolił. - Jak tylko wyjdziesz, spakuj swoje rzeczy, Tom odwiezie cię tam skąd przyszłaś. - Każde z tych okrutnych słów odczułam na swoim sercu, zostawiał mnie, jego głos był wyprany z jakichkolwiek uczuć. Każde wypowiedziane przez nego słowo zabiło mnie milion razy. Zabrakło mi powietrza, czułam się jakby grzebano mnie w dole, który ma czarny kolor rozgrzebanej ziemi, każdy oddech pali. W życiu nie ma nic gorszego niż świadomość bycia nie kochanym.

Bill popatrzył na mnie, nie było już nic do dodania, skończyliśmy rozmowę, skończyliśmy miłość, która tak naprawdę jeszcze się nie zaczęła. Odwrócił się i wyszedł a ja zostałam sama. Mogłam odwrócić się do poduszki i płakać cały kolejny dzień … a potem jeszcze następny i kolejny aż w końcu mnie wypisali.


***


Oparł się o drzwi szpitalnej sali z której wyszedł, to nie tak miało być, nie tak miało się wszystko potoczyć. Otarł dwie łzy, które zdążyły zmącić porządek na jego idealnej twarzy. Słyszał jej płacz i miał ochotę tam wrócić, paść na kolana i błagać ją o przebaczenie. Złapał za klamkę – powie jej że mu zależy, że jest dla niego ważna, że to wszystko co się dzieje nie istnieje, że zostanie z nią już na zawsze – ale wtedy jego sława, wszystko na co ciężko pracował pójdzie na dno a Nathalie wszystko mu zabierze. Był cholernie uwiązany, na krótkiej smyczy, rządziła nim jak chciała, miała wpływ na jego decyzje, na jego życie, ale to i tak była zbyt niska cena za to co zawdzięczał jej on. Był prostym chłopakiem z biednego domu w Loitsche. Universal Music zainteresowało się nim tylko dlatego, że pewnego dnia na konkursie młodych talentów spotkał Nathalie, a ona zabrałą go na obiad ze swoim ojcem – szefem wytwórni. Nie chciał by Sue wracała do sierocińca, cholernie nie chciał. Marzył by była obok, marzył o dotrzymaniu obietnicy, ale to nie jest już możliwe Puścił klamkę, niestety on dokonał już wybru kilka lat temu, teraz nie może już nic zmienić.

Nie możesz czy nie chcesz Kaulitz ?


***

- Jestem już gotowa – zakomunikowałam Tomowi kiedy zapiełam torbę z ubraniami.

- Jasne , jasne , już jestem – wziął ode mnie bagaż.

Lidi siedziała na kanapie i gorzko szlochała, bardzo chciała jechać razem ze mną i zostać przy mnie przez te dwa lata, ale nie mogła. Spodziewali się z Tomem dziecka, tak bardzo im zazdrościłam, tego że mają kogoś kto będzie ich kochał bezwarunkowo i niezaprzeczalnie. Ich miłość kwitła i byłam o to straszliwie zazdrosna. Było mi przykro, że nie będę mogła nacieszyć się obecnością małego szkraba, choć zapewniali mnie, że będą mnie odwiedzać wiedziałam że rozstaje się z nimi na zawsze.

- Sue – odezwał się Tom – pamiętaj że na zawsze pozostaniesz częścią naszej rodziny cokolwiek się wydarzy.

- Dzięki , byłeś dla mnie jak brat

Tomowi łzy stanęły w oczach

- Nie moge Sue, nie odwiozę cie tam, wprowadzisz się do nas do pokoju, urządzimy ci kącik , tylko zostań z nami.

- Nie Tom, tak będzie lepiej dla wszystkich, proszę odwieź mnie do bidula.

Tom skinął głową i poszliśmy w stronę wyjścia.


- Zaczekaj ! - ze schodów zbiegł Bill – Chciałbym się pożegnać

- Zaniosę torbę i czekam w aucie – Tom wyszedł za drzwi a Lidi zniknęła w kuchni. Cholernie boję się wracać tam bez niej, bez Lidi będę tam zupełnie sama.

- Przepraszam – powiedział, schował ręce do kieszeni, ale zaraz je wyjął, nie wiedział jak ma się zachować. - Przepraszam, że dałem ci nadzieje.

- Dziękuje Bill, mimo wszystko dziękuje za to że mnie tu przywiozłeś – objęłam ręką cały dom – za to że daliście mi namiastkę rodziny chociaż przez rok – Bill odwrócił wzrok. To tylko rok w bidulu, przy tym ile czasu tam spędziłam to naprawdę nic.

- Obiecaj mi … - zaczęłam

- Tak ? - podniósł wzrok, a w pięknych czekoladowych oczach ujrzałam iskierkę nadziei.

- Obiecaj, że już nigdy cię nie zobaczę. Obiecaj, że pozwolisz by moje serce powoli zaczęło składać się do kupy. Obiecaj mi, że będzie tak jakbyśmy w ogóle się nie poznali.

-Sue – iskierki zgasły a w jego oczach pojawiła się rezygnacja. Pokręcił głową.

- Obiecaj mi ! Jesteś mi to winien

- Obiecuje – szepnął patrząc mi w oczy.

- Wszystkiego dobrego Bill – wyszłam z domu, który zdążyłam już pokochać jak swój.


***

- Tobie też Sue – wyszeptał gdy drzwi się za nią zatrzasnęły a on został po drugiej stronie.


Nagle zdajesz sobie sprawę, że wszystko się skończyło. Naprawdę. Nie ma już powrotu. Czujesz to. I próbujesz zapamiętać, w którym momencie to wszystko się zaczęło. I odkrywasz, że zaczęło się wcześniej niż myślisz. Długo wcześniej. I to w tej chwili zdajesz sobie sprawę, że to wszystko zdarzyło się tylko raz. I nieważne jak bardzo się starasz, nigdy nie poczujesz się taki sam. Nie będziesz już nigdy czuć się jak trzy metry nad niebem...


***

Łzy utrudniały mi widzialność, ale nie obchodziło mnie to co działo się wokół mnie. Moje życie właśnie się kończyło a rozdział pod tytułem „ Bill Kaulitz” się zakończył.


niedziela, 11 lutego 2018

12. Es ist vorbei.

Dochodziła godzina przyjazdu Billa, tak bardzo nie mogłam się doczekać aż nie mogłam usiedzieć na pupie. Krążyłam po salonie wspólnej części domu, prawie już wydeptałam ścieżkę na podłodze, a czas wciąż płynął tak wolno. 

- Co królewno, ukochany wraca ? - uśmiechnął się Tom patrząc na moje ADHD, przez te 2 miesiące na prawdę stał mi się  bliski jak brat.
- Tak ! - podskoczyłam ze szczęścia. Tak dobrze było mieć świadomość, że ktoś mnie kocha, że mam na kogo czekać i dla kogo się stroić, cudowne uczucie.

-au, moja siostrunia niedługo będzie szczęśliwa ! - Lidi pocałowała mnie w policzek- weźmiemy podwójny ślub , wyjedziemy na wspólne wakacje i ...- nie dokończyła, bo usłyszeliśmy warkot silnika.

Wrócił !

Pobiegłam do drzwi w podskokach jak mały, psotny chochlik.

Drzwi się otworzyły i zobaczyłam szczęśliwie zakochaną w sobie parę. Bill obejmował czule Nathalie. Wyglądali jakby przez te 2 miesiące na nowo się zrośli i nie mieli ochoty ze sobą zrywać.
Zamarłam.

W tym momencie mnie zauważył i również zamarł.

- Nareszcie w domu ! - krzyknęła Nat zrzucając buty, a ja w jednej chwili miałam ochotę spakować się i uciec.... Przecież ona tu nie mieszka, jakim domu ?

Tom też to zauważył i posłał mi pytające spojrzenie. O co tu chodziło ? Coś tu bardzo nie grało.
- Cześć wam - Nat przywitała się z Tomem i Lidi mnie omijając - Bill, jestem zmęczona - pociągnęła go do jego części domu - Musimy odpocząć.
Bill wciąż stał i patrzył na mnie, z jego wzroku nic nie dało się wyczytać, ale jednak - drobne zawachanie i mały ognik nadziei w oku - zgasł tak szybko jak się pojawił i  po chwili ocknął się i podążył za Nat.

***

Cholera jak mógł.... jak mógł zapomnieć, zapomnieć o Sue, przecież mu na niej zależało, nie wiedział czy ją kochał, ale oboje byli na dobrej drodzę do tego by być razem, wtedy pierwszy raz czuł że chce, a nie że musi być z kobietą.  Złamał dane słowo, zapomniał o obietnicy bo ten 2 miesięczny wyjazd był sielanką. Miał dobry sex i ładną dziewczynę na którą wszyscy się oglądali, a przede wszystkim karierę, ale kiedy dzisiaj ujrzał te oczy... kariera na chwilę zeszła na dalszy tor, przestała mieć znaczenie, a gdy potem ujrzał jak te cudownie błyszczące iskierki w jej oczach, które płonęły tylko dla niego, zaczynają gasnąc zamieniając się w rezygnacje i ból, chciał paść u jej stóp i błagać o wybaczenie. Dlaczego tego nie zrobił ?
Bo jest tchórzem....
Tak Kaulitz jesteś tchórzem i egoistą.

Nathalie zrzuciła z siebie ciuchy i pociągnęła go na swoje chętne , ponętne ciało. 

Przeszłą mu ochota, teraz pragnął tylko jednej kobiety.
- Nat , nie teraz - ledwo zdążył to powiedzieć a do jego sypialni wparował wściekły Tom.

- Co to ma być ?! Za kogo ty się uważasz ? Ona tak bardzo czekała , tak bardzo tęskniła, a dzisiaj była tak cholernie szczęśliwa ! - wrzeszczał. Kurde Bill rzadko widywał brata w takim stanie. Tom był taki wzburzony, mówił tak szybko, że Bill musiał nieźle skupić się na słowach, żeby cokolwiek zrozumieć.
- O kim mówicie ? - wtrąciła się brunetka
- Tom...ja... - urwał, co miał mu powiedzieć, pierwszy raz w życiu nie miał pojęcia co powiedzieć własnemu bratu, ze tak cholernie ciężko pracował na zespół i karierę , nie może stracić wytwórni, że boi się plotek o dziewczynie z sierocińca, Nat jaka była taka była, ale była z wysoko postawionej rodziny, Sophie nie. - Co chcesz usłyszeć ? - spytał zbywając Toma.
- Co ? - Tom zgromił go wzrokiem i wyszedł.
Bill usiadł i ukrył twarz w dłoniach....
Złamał obietnicę....
Pierwszy raz w życiu.
A jego dane słowo stanęło między nimi jak ściana.


Niektóre obiet­ni­ce przek­raczają nasze możliwości. 






- Bill - podeszła do niego Nat, była jego zabawką, traktował ją jak rzecz do łóżka, była dobra w tym co robiła a on lubił takie, ale była też przepustką do lepszego świata, tylko że nie potrafił jej kochać i nie kochał. Uświadomiły mu to oczy Sue, które wciąż były obecne przed jego oczyma. 
Nie mógł zasnąć bo gdy zamykał oczy pod powiekami pojawiał mu się obraz oczu Sue i gasnących w nich iskierek nadziei. 
Nie mógł kochać się z Nat bo bał się że w euforii i zapomnieniu wypowie nie to imię, które Nat chciałaby wtedy usłyszeć. 
Nie mógł jeść bo wszystko stawało mu w gardle jak wielka gula i nie dało się przełknąć.
Nie mógł myśleć, bo wszystkie myśli zajmowała Sophie.


- Otwórz te jebane drzwi ! - usłyszał krzyk Lidi gdzieś z korytarza...  podniósł głowę, co się dzieje - Otwórz ! - kolejny krzyk, wybiegł sprawdzić co się dzieję.


Lidi waliła w drzwi od łazienki za którymi bez wątpienia była niebieskowłosa ....i bez wątpienia robiła sobie krzywdę....

Na krótką chwilę zrobiło mu się słabo, ale szybko doprowadził się do porządku.


- Coś ty narobił  ? - wypłakała mu w twarz bordowowłosa - Sophie proszę otwórz.

Czuł się podle, ale co mógł zrobić, ich związek od początku będzie skazany na porażkę, a on jest przecież gwiazdą.....Ludzie będą gadać.

Przestało go to obchodzić gdy Tom wyważył drzwi i razem z nimi na podłogę poleciało wiotkie ciało Sophie.


- Sue ! - momentalnie znalazł się przy niej odpychając brata - Sue ! - raz po raz nawoływał jej imię.
Nie miał pojęcia jak długo kołysał nieprzytomną dziewczynę w ramionach, przestał dopiero gdy zajęli się nią ratownicy medyczni.




Wszedł do sypialni po kluczyki od r8, musiał jechać do Sue...to co zobaczył wznieciło pożar i atak furii. Nathalie jakby nigdy nic siedziała naga na łóżku i piłowała paznokcie.
- Co ty kurwa robisz ? - wrzasnął. Teraz przemawiała przez niego chęć mordu.
- O co ci chodzi ? - spojrzała na niego niewzruszona - Coś nie tak z tą twoją słodką KOLEŻANKĄ ? - dobitnie zaakcentowała ostatnie słowo. 
Miała go w garści, a on jak ostatni tchórz wziął kluczyki i wyszedł... Nie potrafił z nią zerwać... jeszcze nie.
Cholernie bał się o swoją karierę i marzenia...że znów stanie się zwykłym chłopakiem z prowincji. Nie mógł do tego dopuścić ....Nigdy.


Każdego można kupić – trzeba tylko znać cenę i rodzaj waluty.


Wszedł do szpitala, Sue była już przytomna, całe szczęście.... po cichu wszedł do sali. Spojrzał w jej oczy, sprawa robiła się coraz trudniejsza.
Nadszedł dzień wyboru, cokolwiek wybierze i tak będzie musiał pożegnać się z marzeniami ...












czwartek, 1 czerwca 2017

11.Dane przez człowieka słowo jest święte. Bez niego nie jest on lepszy od zwierzęcia.

- Aaaaaa ! - krzyczę gdy Bill wrzuca mnie do zimnej wody. Jesteśmy nad basenem w ich willi - Ty wredny ....- nie daje mi dokończyć bo również wskakuje do wody.
- A teraz cię zgwałce ! - patrzy na mnie jak psychopata.
- O nieeeee - śmieje się w niebogłosy i uciekam z basenu. Cała bluzka się do mnie przykleiła, ale nie mam czasu na zrobienie czegokolwiek by się zakryć ponieważ Bill mnie goni....
Wybiegam za furtkę i biegnę w stronę nieopodal znajdującego się małego zagajnika, niestety mój oprawca wciąż za mną biegnie..... o nieeeee.... Nagle potykam się o wystający korzeń i lecę jak długa, nie upadam jednak bo Bill mnie łapie i kręci się razem ze mną a świat wiruje . Kładziemy się na trawie i ciężko oddychamy.

- A co jeżeli mi mrówka w tyłek wejdzie ? - śmieje się i rzucam w niego liściem. Łapie go i zaczyna mnie nim łaskotać.
- O nie! Wtedy będzie miała do czynienia ze mną. To mój tyłek i nikt nie będzie w niego wchodził xD słyszysz głupia mrówko ?


"Ale nagle przypomniałam sobie wyraz jego twarzy, kiedy na nią patrzył. Wciąż była pełna obietnic, wciąż doskonała w swojej tajemnicy. Tego jednego dnia patrzył na nią, jakby była odpowiedzią na wszystkie jego modlitwy, kresem jego zmartwień." 


    Leżymy obok siebie  i gadamy o niczym , Bill pyta mnie o wypadek, o to dlaczego moja rodzina mnie nie szuka. Potem opowiada o swojej rodzinie, o jego ojcu, o ojczymie.
Leżymy na trawie puki się nie sciemni i oboje dycydujemy że trzeba wracać. W domu w drzwiach natykamy się na wściekłą Nat ....a było już tak dobrze !


- Bill, do cholery nie odbierasz telefonu, za 15 minut mamy być na lotnisku a ty zamiast siedzieć w samochodzie się znakomicie bawisz ! - krzyczy a grymas zmienia jej piękną twarz w twarz harpi.
Billowi uśmiech schodzi z twarzy. Wzdycha ciężko .
- Przepraszam, zapomniałem się i straciłem rachubę czasu, pójdę się przebrać. - idzie do siebie a po chwili ja podążam za nim.

Przyglądam się jak nakłada czystą koszule, a potem podchodzi i mnie obejmuje.
- Sophie, pamiętasz co ci obiecałem ? Nie łamie obietnic. Nigdy.
- Pamiętam - przytakuje. Ociera moje łzy wierzchem dłoni.
- Sue, to nie pożegnanie. Widzimy się za 2 miesiące. Obiecaj że na mnie poczekasz. - szepcze i mnie całuje - Obiecaj .
- Obiecuje.


"Chcę, żebyś mi coś obiecała. 
Obiecaj mi, że nie zaczniesz znów uciekać.

- Uciekać? – Dlaczego miałabym to zrobić? 
Nie spałam ostatnio zbyt dużo i zdecydowanie
nie miałam ochoty na bieganie.
Wtedy do mnie dotarło, co miał na myśli.
 Po dotarciu do domu zaczęłabym
wypierać się związku z nim, 
wiedziałam o tym.
 On musiał również zdawać sobie
z tego sprawę. 
Teraz jednak jedyna twarz
 jaką miałam przed oczami była jego.
- Nie, jestem zbyt zmęczona by biec, 
a ty jesteś za szybki. 
Tylko byś mnie złapał.
- Właśnie, słonko. – Jego głos był miękki,
 lecz wibrujący. – Ucieknij ode mnie,
a będę cię gonił. I znajdę cię."


Całuje jeszcze raz i schodzi na dół.
Żegna się z bratem i Lidi.
- Pilnuj jej Tom, jak oka w głowie - przestrzega. 
- Ma się rozumieć !
- Bill, cholera jasna ! - niecierpliwi się Nat, która już dłuższy czas siedzi w aucie.
- Mam nadzieje że po powrocie już nie zobacze tej brunetki. Ma ładną dupe, to wszystko.
- Dbaj o Sue - jeszcze raz na mnie patrzy a potem znika w swoim r8.





(...) nigdy mnie nie spytała, co z nami będzie,
 jakby wiedziała, że nie ma na takie pytanie odpowiedzi, 
że przyszłości nikt nikomu nie może obiecać.


W domu panuje okropna cisza, nikt nie wie jak się zachować.
- To może zrobię kolacje - deklaruje Lidia
- pomogę ci - idę za nią do kuchni a Toma odsyłam przed telewizor.


Mijają dni, a my przez ten czas nie poruszamy tematu Billa. Coraz bardziej za nim tęsknie i się niecierpliwie. 
Czy to możliwe że już niedługo będzie mój ?Czy może być aż tak pięknie ?
Zostało już tylko kilka dni i wraca.
Z ekscytacji wysprzątałam całą jego część domu i wybrałam sukienkę, żeby tylko mu się spodobać.



* U Billa *

Budzi się i zaciąga zapachem swojej kobiety. Niedługo pora do domu ...krzywi się. Był im potrzebny taki wypad. Czuł jakby z Nat w jakiś dziwny sposób zrastali się na nowo. Co najważniejsze jego najnowszy singiel miał miliony wyświetleń. Promocja udała się dzięki Nathalie...tak wiele jej zawdzięczał. Był jej cholernie wdzięczny i cholernie szczęśliwy że ma taką kobietę u boku. 

Obserwował jak Zimmer 483 wznosi się na szczyty list przebojów najpierw w Niemczech a potem w całej Europie. Był z siebie dumny, dumny z pracy jaką w to włożył i dumny z tego że ma tak wpływową dziewczynę,  dzięki której mu się udało.
W akcie wdzięczności kupił już nawet pierścionek. Teraz czekał tylko na odpowiedni moment. Zrobi to gdy tylko wrócą do domu. Westchnął. Za dwa dni oświadczy się Nat.


Był tak bardzo szczęśliwy, że z tej euforii zapomniał o złożonej 2 miesiące temu obietnicy... ale Kaulitz ty zawsze dotrzymujesz słowa...



[...] wątpię, żebym potrafił ci pomóc. Ale mogę ci powiedzieć jedno: że obietnica ma większą siłę, jeśli udowodnisz, że możesz jej dotrzymać.