niedziela, 11 lutego 2018

12. Es ist vorbei.

Dochodziła godzina przyjazdu Billa, tak bardzo nie mogłam się doczekać aż nie mogłam usiedzieć na pupie. Krążyłam po salonie wspólnej części domu, prawie już wydeptałam ścieżkę na podłodze, a czas wciąż płynął tak wolno. 

- Co królewno, ukochany wraca ? - uśmiechnął się Tom patrząc na moje ADHD, przez te 2 miesiące na prawdę stał mi się  bliski jak brat.
- Tak ! - podskoczyłam ze szczęścia. Tak dobrze było mieć świadomość, że ktoś mnie kocha, że mam na kogo czekać i dla kogo się stroić, cudowne uczucie.

-au, moja siostrunia niedługo będzie szczęśliwa ! - Lidi pocałowała mnie w policzek- weźmiemy podwójny ślub , wyjedziemy na wspólne wakacje i ...- nie dokończyła, bo usłyszeliśmy warkot silnika.

Wrócił !

Pobiegłam do drzwi w podskokach jak mały, psotny chochlik.

Drzwi się otworzyły i zobaczyłam szczęśliwie zakochaną w sobie parę. Bill obejmował czule Nathalie. Wyglądali jakby przez te 2 miesiące na nowo się zrośli i nie mieli ochoty ze sobą zrywać.
Zamarłam.

W tym momencie mnie zauważył i również zamarł.

- Nareszcie w domu ! - krzyknęła Nat zrzucając buty, a ja w jednej chwili miałam ochotę spakować się i uciec.... Przecież ona tu nie mieszka, jakim domu ?

Tom też to zauważył i posłał mi pytające spojrzenie. O co tu chodziło ? Coś tu bardzo nie grało.
- Cześć wam - Nat przywitała się z Tomem i Lidi mnie omijając - Bill, jestem zmęczona - pociągnęła go do jego części domu - Musimy odpocząć.
Bill wciąż stał i patrzył na mnie, z jego wzroku nic nie dało się wyczytać, ale jednak - drobne zawachanie i mały ognik nadziei w oku - zgasł tak szybko jak się pojawił i  po chwili ocknął się i podążył za Nat.

***

Cholera jak mógł.... jak mógł zapomnieć, zapomnieć o Sue, przecież mu na niej zależało, nie wiedział czy ją kochał, ale oboje byli na dobrej drodzę do tego by być razem, wtedy pierwszy raz czuł że chce, a nie że musi być z kobietą.  Złamał dane słowo, zapomniał o obietnicy bo ten 2 miesięczny wyjazd był sielanką. Miał dobry sex i ładną dziewczynę na którą wszyscy się oglądali, a przede wszystkim karierę, ale kiedy dzisiaj ujrzał te oczy... kariera na chwilę zeszła na dalszy tor, przestała mieć znaczenie, a gdy potem ujrzał jak te cudownie błyszczące iskierki w jej oczach, które płonęły tylko dla niego, zaczynają gasnąc zamieniając się w rezygnacje i ból, chciał paść u jej stóp i błagać o wybaczenie. Dlaczego tego nie zrobił ?
Bo jest tchórzem....
Tak Kaulitz jesteś tchórzem i egoistą.

Nathalie zrzuciła z siebie ciuchy i pociągnęła go na swoje chętne , ponętne ciało. 

Przeszłą mu ochota, teraz pragnął tylko jednej kobiety.
- Nat , nie teraz - ledwo zdążył to powiedzieć a do jego sypialni wparował wściekły Tom.

- Co to ma być ?! Za kogo ty się uważasz ? Ona tak bardzo czekała , tak bardzo tęskniła, a dzisiaj była tak cholernie szczęśliwa ! - wrzeszczał. Kurde Bill rzadko widywał brata w takim stanie. Tom był taki wzburzony, mówił tak szybko, że Bill musiał nieźle skupić się na słowach, żeby cokolwiek zrozumieć.
- O kim mówicie ? - wtrąciła się brunetka
- Tom...ja... - urwał, co miał mu powiedzieć, pierwszy raz w życiu nie miał pojęcia co powiedzieć własnemu bratu, ze tak cholernie ciężko pracował na zespół i karierę , nie może stracić wytwórni, że boi się plotek o dziewczynie z sierocińca, Nat jaka była taka była, ale była z wysoko postawionej rodziny, Sophie nie. - Co chcesz usłyszeć ? - spytał zbywając Toma.
- Co ? - Tom zgromił go wzrokiem i wyszedł.
Bill usiadł i ukrył twarz w dłoniach....
Złamał obietnicę....
Pierwszy raz w życiu.
A jego dane słowo stanęło między nimi jak ściana.


Niektóre obiet­ni­ce przek­raczają nasze możliwości. 






- Bill - podeszła do niego Nat, była jego zabawką, traktował ją jak rzecz do łóżka, była dobra w tym co robiła a on lubił takie, ale była też przepustką do lepszego świata, tylko że nie potrafił jej kochać i nie kochał. Uświadomiły mu to oczy Sue, które wciąż były obecne przed jego oczyma. 
Nie mógł zasnąć bo gdy zamykał oczy pod powiekami pojawiał mu się obraz oczu Sue i gasnących w nich iskierek nadziei. 
Nie mógł kochać się z Nat bo bał się że w euforii i zapomnieniu wypowie nie to imię, które Nat chciałaby wtedy usłyszeć. 
Nie mógł jeść bo wszystko stawało mu w gardle jak wielka gula i nie dało się przełknąć.
Nie mógł myśleć, bo wszystkie myśli zajmowała Sophie.


- Otwórz te jebane drzwi ! - usłyszał krzyk Lidi gdzieś z korytarza...  podniósł głowę, co się dzieje - Otwórz ! - kolejny krzyk, wybiegł sprawdzić co się dzieję.


Lidi waliła w drzwi od łazienki za którymi bez wątpienia była niebieskowłosa ....i bez wątpienia robiła sobie krzywdę....

Na krótką chwilę zrobiło mu się słabo, ale szybko doprowadził się do porządku.


- Coś ty narobił  ? - wypłakała mu w twarz bordowowłosa - Sophie proszę otwórz.

Czuł się podle, ale co mógł zrobić, ich związek od początku będzie skazany na porażkę, a on jest przecież gwiazdą.....Ludzie będą gadać.

Przestało go to obchodzić gdy Tom wyważył drzwi i razem z nimi na podłogę poleciało wiotkie ciało Sophie.


- Sue ! - momentalnie znalazł się przy niej odpychając brata - Sue ! - raz po raz nawoływał jej imię.
Nie miał pojęcia jak długo kołysał nieprzytomną dziewczynę w ramionach, przestał dopiero gdy zajęli się nią ratownicy medyczni.




Wszedł do sypialni po kluczyki od r8, musiał jechać do Sue...to co zobaczył wznieciło pożar i atak furii. Nathalie jakby nigdy nic siedziała naga na łóżku i piłowała paznokcie.
- Co ty kurwa robisz ? - wrzasnął. Teraz przemawiała przez niego chęć mordu.
- O co ci chodzi ? - spojrzała na niego niewzruszona - Coś nie tak z tą twoją słodką KOLEŻANKĄ ? - dobitnie zaakcentowała ostatnie słowo. 
Miała go w garści, a on jak ostatni tchórz wziął kluczyki i wyszedł... Nie potrafił z nią zerwać... jeszcze nie.
Cholernie bał się o swoją karierę i marzenia...że znów stanie się zwykłym chłopakiem z prowincji. Nie mógł do tego dopuścić ....Nigdy.


Każdego można kupić – trzeba tylko znać cenę i rodzaj waluty.


Wszedł do szpitala, Sue była już przytomna, całe szczęście.... po cichu wszedł do sali. Spojrzał w jej oczy, sprawa robiła się coraz trudniejsza.
Nadszedł dzień wyboru, cokolwiek wybierze i tak będzie musiał pożegnać się z marzeniami ...












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz