Rzucał wszystkim co miał pod ręką, łamał krzesła, krążył po pokoju i walił pięściami w ściany. Sophie odeszła, a on dopiero po kilku dniach zrozumiał co to dla niego oznacza, dopiero po kilku dniach dotarło do niego, że dziewczyny naprawdę nie ma. W domu panowała nienaturalnie spokojna atmosfera. Nathalie na całe szczęście przesiadywała u koleżanki, Tom i Lidia zajmowali się swoimi sprawami, a gdy mijali się z nim na korytarzu nie zaszczycili go nawet słowem. Sophie nie było, a ta wszechogarniająca cisza wcale mu nie pomagała.
- Nie ma jej ! Nie ma ! - wrzeszczał do siebie w myślach – Co teraz robisz Sue ? Błagam wróć – z jednej strony cholernie cierpiał z powodu dziewczyny, w której prawdziwie się zakochał, ale z drugiej miał przy sobie prawdziwą kobietę i wszystko o czym marzył przez wiele lat, tylko nawet złudna świadomość że ma wszystko nie mogła powstrzymać koszmarów z jakimi budził się co ranek, bo mimo że miał wszystko czegoś było mu brak, to czego mu brak wiedzieli wszyscy, ale on usilnie próbował wmówić sobie że tak nie jest. Nie potrzebował jej, mieszkał w wielkiej willi, miał dziewczynę, miał karierę, miał dobre życie … co się do cholery zmieniło ?
- Poznałeś ją – szeptała mu podświadomość.
Prawda była taka, że tak późno dotarł do niego brak Sue ponieważ przez te kilka dni po jej odejściu był martwy, umierał od środka. Dusił się jak ryba wyciągnięta z wody, dopiero dłuższym czasie dał radę ocknąć się z otępienia, niestety na jego nieszczęście wraz z odejściem otępienia przyszła rzeczywistość i musiał się z nią zmierzyć.
Wszedł do dawnego pokoju Sue, nie wchodził tam od felernego dnia. Rozejrzał się, wszystko tu pachniało nią, wszędzie było widać jej rękę przy układaniu rzeczy w odpowiedniej kolejności. Na ścianach wisiały obrazki, które kupiła na targu za niewielką cenę, wielkie okno przysłonięte było zasłoną tylko do ¼ z lewej strony, by do pokoju dochodziło światło słoneczne ze wschodu. Wszystko było tak jak zostawiła. Usiadł na dywanie i wpatrywał się tępo w ścianę z zawieszonym na niej rysunkiem drzewa.
Nie zmienił pozycji nawet po kilku godzinach, kiedy Tom w poszukiwaniu dokumentów zajrzał do jego domu. Tom z Lidii nie mieszkali już razem z nim, postanowili w końcu zamieszkać tylko we dwoje, a właściwie niedługo we troję, więc w wielkim domu był tylko z Nat, która nie mogła znieść jego nastrojów i najczęściej wychodziła z domu. Zostawał wtedy sam ze swoimi myślami i właśnie takiego zamyślonego znalazł go Tom. Po wielu próbach oderwania brata od snów już miał kapitulować gdy Bill się ocknął.
- Nie – powiedział tylko wciąż wpatrując się w obraz, ale ku uciesze brata już bardziej przytomnym wzrokiem.
- Co nie ? - zapytał
- Nie wyjdę stąd. Bierz co chcesz, nawet meble, wszystko mi jedno. Nie wyjdę stąd.
Tom nienawidził brata za to co się stało, ale patrząc jak cierpi sam miał ochotę wyć.
- Bill, tak nie można – przykucnął przy nim
- Daj mi spokój – powiedział tylko i spuścił wzrok na swoje czarne conversy.
- Bill, jej tu nie ma, nie ma jej już w tym pokoju.
- Ale jest tu jej dusza – wskazał na obrazek drzewa. Na to Tom nie znalazł odpowiedzi. Po prostu wyszedł, do pewnych spraw potrzeba czasu.
Nagle coś się zmieniło, nie to niemożliwe – była tu, stała naprzeciw niego w ogrodzie, nie miał pojęcia jak znalazł się w ogrodzie, ale liczyło się to że Sophie tu była. Nie uśmiechała się – trudno się uśmiechać w takich okolicznościach, ale mówiła. Na początku nie usłyszał, ale gdy się wsłuchał dźwięki rozkwitły w jego umyśle „Złamałeś obietnice Bill”, „Jak mogłeś” , „Obiecaj, że już cię nie zobaczę”. Ukochana była zła, chciał ją przeprosić, wszystko wyjaśnić ale nie mógł otworzyć ust.
Gwałtownie się ocknął, to tylko sen, wcale nie znajdował się w ogrodzie a jej wcale tu nie było. Leżał na miękkim dywanie w pokoju Sue,a za oknem zapadł zmrok. Podniósł się, wyszedł z pokoju, musiał przybrać pozę „Nic mi nie jest bejbe” bo na podjazd właśnie zajechało obrzydliwie różowe porsche. Nathalie wróciła.
*
Wbiegłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami, po moim powrocie rozpętało się piekło – oczywiście dla mnie. Wytykali mnie palcami, szturchali, wyśmiewali. W końcu zostałam wyrzutkiem. Największą radochę jak nietrudno się domyślić sprawiłam Olivii, ta mogła sobie na mnie poużywać i robiła to – nieustannie.
- Mogłabyś przestać trzaskać ! - z rogu pokoju słychać było głośne syknięcie. Tak, to moja wspaniałą nowa współlokatorka, nienawidzimy się jak psy, ale po kilku dniach docierania się nawzajem – drapania, bicia, szarpania i gryzienia powoli zaczynamy normalnie funkcjonować. Ona przynajmniej mi nie dogryza jeśli chodzi o Billa, ponieważ pojawiła się w bidulu po tym jak ja z niego wyjechałam, ale od innych słyszę wciąż to samo „zostawił cię”, „ to było do przewidzenia”, „jesteś wyrzutkiem”, „śmieć” .
Nie było przy mnie Lidii, która stanęła by w mojej obronie, całe dnie spędzałam zupełnie sama w 4 ścianach. Pierwsze dwa tygodnie były najgorszą batalią, a potem ludzie zaczęli się tym nudzić.
Przyjaciółka dzwoniła do mnie codziennie, opowiadała co się u nich dzieje, o tym jak z Tomem spekulują nad płcią dziecka, o tym jakie imiona wybrali, ale o nim nie wspominała. Nigdy nie powiedziała o Billu ani słowa, byłam jej za to wdzięczna, bo pewnych rzeczy nie można wybaczyć – trzeba je zapomnieć. Czasem dzwonił też Tom, ale Bill nie odezwał się ani razu – tak jak obiecał.
*** 2 miesiące później ***
Rzuciłam „Bravo” pod łóżko, gdzie rosła już pokaźna sterta gazet, nie chciałam znać Billa, ale siłą rzeczy chciałam wiedzieć jak mu się układa, a skąd czerpać wiedzę jak nie z kolorowych czasopism ? Nie myliłam się, w dzisiejszym wydaniu było mnóstwo wzmianek o Tokio Hotel, ale wszystkie były moim zdaniem wyssane z palca „Czy Tokio Hotel się rozpadnie”, „Nowy singiel odłożony na co najmniej kilka miesięcy”, ale o samym Billu nie znalazłam nic oprócz kolorowego zdjęcia zrobionego podczas odśnieżania samochodu.
No tak, zbliżały się święta, kolejne święta, które spędzę w bidulu. Prawie już zapomniałam jak pięknie, rodzinnie i ciepło może być podczas tego okresu – mnie przestało to dotyczyć już dawno.
Kolejnego dnia wstałam w trochę lepszych humorze, ponieważ według kalendarza dziś jest 24 czyli Wigilia, może uda mi się jak co roku ubrać choinkę z młodszymi dziećmi, tak bardzo brakowało mi tej tradycji, u mnie w domu zawsze całą rodziną ubieraliśmy choinkę, potem gdy pierwsza gwiazdka pojawiała się na niebie zasiadaliśmy całą rodziną wspólnie do stołu, składaliśmy sobie życzenia, dzieliliśmy się opłatkiem i rozdawaliśmy prezenty. Cholerny wypadek pozbawił mnie tego, pozbawił mnie całego życia. Zostałam sama, nie mam z kim ubierać choinki i komu dawać prezentów. Nawet moja przyjaciółka od jakiegoś czasu prawie wcale się nie odzywa, Tom nie rozmawiał ze mną od wieków. Czy oni zapomnieli o mnie ? W końcu dali sobie spokój, z ich perspektywy byłam pewnie kulą u nogi i 5 kołem u wozu, zawsze na doczepkę, zawsze ta druga.
Zeszłam na dół, choinka była już prawie ubrana, więc nie pozostało mi nic jak wyjść przed budynek i powłóczyć się po dworze. Tak, też zrobiłam, wzięłam kurtkę i poszłam w obojętnym kierunku. Nie wiem jak długo szłam i rozmyślałam, ale zapadł zmrok, a ja nie umiałam znaleźć drogi powrotnej do domu. Starałam się iść po swoich śladach, ale większość z nich zasypał już śnieg, pozostało mi tylko wierzyć, że idę w dobrym kierunku.
*
Święta miał spędzić u Toma i Lidii, pierwszego dnia Nathalie pojechała do rodziców a drugiego planował jej się oświadczyć, kupił pierścionek, ułożył formułkę i starał sam siebie przekonać, żę postępuje właściwie, że teraz już wszystko będzie dobrze. Patrzył jak okrąglutka Lidi próbuje zawiesić bombki na najwyższych gałęziach wielkiej choinki i jak Tom jej pomaga, byli tacy szczęśliwi. Poszedł na górę i włączył telewizor, nie chciał im w niczym przeszkadzać.
*
Do domu dotarłam późną nocą, w oknach świeciły się światła, zmarznięta weszłam do środka.
- Matko jedyna, dziewczyno gdzieś ty była – podbiegła do mnie pani Zosia – Wszyscy od kilku godzin cię szukamy.
- Przepraszam, zbłądziłam. - mówiłam rozbierając się.
- Masz gościa – Pani Zosia poprowadziła mnie na drugą stronę holu. W cieniu pomieszczenie stała … Lidia i promiennie uśmiechała się do mnie.
- Lidi ?! To naprawdę ty – podbiegłam i przytuliłam przyjaciółkę.
- Oczywiście, naprawdę myślałaś że spędzisz święta beze mnie ?
- Myślałam, że o mnie zapomniałaś.
- Zwariowałaś ! Dzwoniłam codziennie, coś niedobrego musiało stać się z twoim telefonem. Kochana opowiem ci wszystko w drodze, Tom czeka na nas w samochodzie.
Pośpiesznie założyłam kurtkę i buty i mogłyśmy iść. W aucie panowała radosna atmosfera.
- Poznasz naszą mamę, jest cudowna.- mamrotał Tom
- Ale ja nie mam się nawet w co ubrać – posmutniałam
- Kochana masz, przed przyjazdem do ciebie kupiłam ci kilka rzeczy, na pewno coś z nich wybierzesz. - podała mi torbę
W domu panowała ciepła atmosfera, z kominka buchał ogień dając łune światła na cały salon. Rodzice Toma okazali się naprawdę przemiłymi ludźmi. Bardzo ciepło mnie przyjęli. Choinka była niesamowita, taka jak z moich dziecięcych marzeń, na kominku wisiały kolorowe Mikołajowe skarpety.
- Kochana , przebierz się, za chwilę zaczynamy. - poprosiła mnie Lidia
- Dobrze , tylko gdzie łazienka ?
- Na górze pierwsze drzwi z lewej. - odkrzyknął Tom niosący karpia na stół.
W torbie, którą podarowała mi Lidi było kilka pięknych ciuszków, najbardziej odpowiednia wydała mi się rozkloszowana czarna sukienka i do tego czarne sandałki i biżuteria, teraz trochę podmalować oko, całe szczęście o to również zadbała Lidia i mogłam już zejść na dół.
*
Usiadł przy stole, wszyscy mieli podniecone miny.
- Jest śliczna – mówiła mama do Lidi, pomyślał że chodzi im o Nat, która faktycznie była piękną kobietą, ale przecież ona miała być u rodziców. Cholera oczywiście, ona już od jakiegoś czasu podejrzewała, że zamierzał się oświadczyć i zrobiła mu niespodziankę. Pobladł, nie był gotowy, pierścionek miał co prawda w kieszeni marynarki wiszącej na wieszaku za nim, ale miało zadziać się to dopiero jutro.
Usłyszał stukanie szpilek na schodach, uspokój się Kaulitz, Nat może poczekać, ale to nie była ona …
Prawie spadł z krzesła widząc śliczną, zarumienioną jeszcze od zimowego wieczoru niebieskowłosą dziewczynę. W oczach stanęły mu łzy szczęścia i ulgi, była tu i szła prosto do celu.
Spojrzał na brata, który zawadiacko się uśmiechał i zrozumiał, że to wszystko było ukartowane, że specjalnie usiedli tak żeby miejsce dokładnie naprzeciwko niego było wolne. Po chwili właśnie tam usiadła dziewczyna…

