piątek, 11 września 2015

5. Ich halt mich wah fur dich

Kolejny dzień, trzeba wstać i jakoś go przeżyć.
Jest wtorek, wczoraj odpuściłam sobie szkołę, ale dzisiaj nie mogę. Chce mieć dobre świadectwo, w życiu chciałam coś osiągnąć, chciałam się stąd wyrwać. Na nieszczęście ze mną w klasie była ta wredna Olivia, mogę nienawidzić jej z całego serca...ale to niczego nie zmienia... nadal musze być na lekcjach.... muszę przeżyć tutaj jeszcze tylko 2 lata, potem będzie mnie to już gówno obchodziło.
Złapałam paczkę papierosów... tak palę od czasu do czasu, tylko wtedy gdy jest naprawdę źle...a dziś czułam się najgorzej na świecie. 

*
- no hej laski - usłyszałyśmy głos Olivii
Zjeżyłam się, ta laska doprowadza mnie do szewskiej pasji..
Jak zwykle uciekłyśmy z Lidi do ostatniej ławki.
- Myślisz że Bill się odezwie ? - spytała szeptem przyjaciółka
Na jego wspomnienie w moich oczach pojawiły się łzy. Minęło kilka dni od spotkania z nim, a ja nie umiem przestać o nim myśleć. Może to za wcześnie żeby myśleć o pewnych sprawach ... ale ja nie miałam nikogo... całe życie sama...
- przepraszam - poprawiła się - widzę że to zaszło dalej niż przypuszczałam. Sue, ty nie możesz go kochać ! - spojrzała na mnie z wyrzutem
- wiem - powiedziałam i tym samym zamknęłam temat. Łatwo mówić, trudniej zrobić. 

Nagle do klasy wszedł dyrektor sierocińca.
- Panno Smith - usłyszałam nazwisko przyjaciółki - proszę pozwoli panna ze mną - posłała mi przerażone spojrzenie i wyszła za dyrektorem,
Bałam się... co teraz ? Dokąd ją zabrali ...dlaczego??

* U Lidi *

- o co chodzi panie dyrektorze ? - spytała przestraszona dziewczyna - czy zrobiłam coś złego ?
- nie moje dziecko, wręcz przeciwnie - zabrał ją do pokoju widzeń.
Czyżby adopcja ? jak ? wtedy Sue zostanie zupełnie sama w tym piekle...

Dyrektor wepchnął ją do środka i znikną za drzwiami.
Przerażona dziewczyna rozejrzała się po pokoju widzeń i na przeciw siebie ujrzała...
- Tom ? to naprawdę ty ? - rzuciła mu się na szyję z uśmiechem. 
- zamierzam cię adoptować - powiedział radośnie magiczne słowa
- naprawdę ? - nie dowierzała.. nareszcie, po tylu latach siedzenia samemu znalazła dom... i przyjaciela.. może też kogoś więcej.. w końcu to dziwne że adoptował akurat ją, ale zaraz coś sobie przypomniała i uśmiech zniknął z jej twarzy
- Lidi czemu się smucisz ? - spytał zdziwiony Tom, myślał że uszczęśliwi tym dziewczynę
- Co będzie z Sue ?
- ja się tym zajmę - usłyszała za plecami i dotarło do niej, że nie są z Tomem sami.
- Bill ? - spojrzała w jego kierunku, tak był tam. 
- powiedz, wszystko z nią ok ?
- tak , to znaczy  nie...- nie wiedziała co powinna powiedzieć, a co zostawić dla siebię. 
- co masz na myśli ? - zdenerwował się
- bo to ... ona... chyba ... jej na tobie zależy .. no wiesz ... znowu zaczęła się ciąć... - Sue myślała, że tego nie widać, niestety Lidia wiedziała, aż za dobrze wiedziała co dziewczyna robi w środku nocy w łazience. 
- chciałbym z nią porozmawiać na osobności -Bill zwrócił się  do dyrektora, który nagle pojawił się w sali
- dobrze, tylko najpierw formalności - uśmiechnął się dyrektor - który z panów chce adoptować Lidie ?
- ja - odparł Tom z zadziornym uśmiechem.
- proszę podpisać - podał mu stary wytarty notes - zaraz przyprowadzę drugą dziewczynę, chciałby pan adoptować blondynkę, brunetkę a może rudą ?
- nie, jestem zainteresowany konkretną osobą



* U Sue *



 Lidia długo nie wracała. Miałam w głowie 1000 różnych myśli, niekoniecznie dobrych. Co się mogło wydarzyć, mamy obie dobre oceny, może przez to że została ze mną w poniedziałek ma teraz jakieś nieprzyjemności ?
Do klasy ponownie wszedł dyrektor.
- Panno Rose, zapraszam ze mną.
Przeraziłam się teraz nie na żarty. Wywołują nas obie, o co mogło chodzić ??
- Frajerka - usłyszałam syk gdy przechodziłam obok ławki Olivii. Ona napewno w jakimś stopniu jest spokrewniona ze żmijami. 
Czemu wywołali nas obie ? Nie mogłam znaleźć odpowiedzi.
Czy dyrektor domyślił się że pod poduszką chowam butelkę z wódką?

No tak, nie byłam za bardzo przykładną dziewczyną, patrząc na sam mój wygląd można było się przerazić, niebieskie włosy, ubrana czarno, czarny makijaż. Zapewniam w moim wyglądzie nie ma nic z grzecznej dziewczynki, ale nie czułam się niegrzeczna. W takim wyglądzie czułam się sobą. 

Dyrektor zaprowadził mnie do pokoju widzeń, ale gdzie do cholery była Lidia ?
Zamknął za mną drzwi wpychając mnie do środka, najpierw jednak postawił mnie przed sobą i obejrzał jak zwierzątko. 
Po prawej stronie oparty nonszalancko o ścianę stał nie kto inny tylko Bill we własnej osobie.
- Bill...?
- cześć - uśmiechną się ciepło i znienacka mocno przytulił
- co ty tutaj robisz ??
- właśnie podpisałem jakiś papier i cię adoptowałem.
- co ?? - nie docierało do mnie .. A D O P T O W A Ł ? - Jak ?
- Sue, jestem pełnoletni. Mogę robić takie rzeczy. Zależy mi na czasie, chciałbym być dziś w domu, spakój swoje rzeczy, poczekam na ciebie. 








niedziela, 16 sierpnia 2015

Info

Hej wszystkim !!!

Przepraszam za tak długą nieobecność na moich blogach, ale miałam problemy z wrednym starym zrzędzidłem, mianowicie moim starym komputerem, a nie lubię dodawać postów -przez telefon czy tablet, więc dlatego to tak długo trwało. Jeszcze raz przepraszam i powracam już do świata opowiadań :)

Do zobaczenia w krótce :)

~ Queen of Suburbia ~

środa, 8 lipca 2015

4. Ich bin nicht ich wenn du nicht bei mir bist

Obudziłam się zalana łzami. To wszystko było takie realne takie niesamowite ... ale jego już nie ma, nie wróci, bo byłam tylko zwykłą sierotą, on nie mógł by polubić kogoś takiego. Pora wrócić do rzeczywistości. 
- Sue, nie płacz - usłyszałam głos Lidii, który wyrwał mnie z transu dramaturgii. - wczoraj byłaś na najlepszej randce w całym swoim życiu, powinnaś się cieszyć.
- ale on wyjechał - chlipnęłam.
- Sue, to nie ma sensu, poznałaś go, rozmawiałaś z nim, ale on ma swoje życie - tłumaczyła - widzieliście się jeden dzień kochanie. 

Z mojej perspektywy to co mówiła powinno mnie urazić, ale nie mogłam się na nią gniewać, nie umiałam, poza tym chciała mnie po prostu sprowadzić na ziemie jak zwykle kiedy ponosi mnie fantazja, a ponosi bardzo często. 
- Ubieramy się, zaraz na śniadanie - wstałam - znowu czeka na mnie piękna, ale zdradziecka gęba  Olivii -  nie mogę zrozumieć dlaczego laska mnie tak nie lubi.
- nie zwracaj uwagi i pamiętaj, choćby nie wiem co jestem po twojej stronie - zapewniła mnie przyjaciółka i razem weszłyśmy do stołówki, a ja czułam się jakbyśmy wchodziły w paszczę lwa.


- Siemanko - usłyszałam ten wredny głos, przypominający pisk zupełnie jakby ktoś naokrągło kuł mysz widelcem, albo drapał pazurami w okno. - czyżby zostawił cię ? Jaka szkoda !
Nic nie odpowiedziałam, wiedziałam dlaczego wyjechał i co się wydarzyło wczoraj między nami, ale wolałam zachować to wszystko dla siebie, ona nie musiała o tym wiedzieć.
- Lidi, dlaczego nie jesz ? - zagadnęłam smutną przyjaciółkę, wpatrującą się tępo w talerz
- Oj bo ... no wiesz .. - rozpromieniła się - dostałam dzisiaj SMS od Toma.. - w tym momencie wyłączyłam się i przestałam słuchać. Mi Bill od wczoraj nie dał znaku życia. To zbyt mało czasu żeby wyciągać pochopne wnioski, ale prawda była taka że za nim cholernie tęskniłam. Przez cały weekend stał się dla mnie kimś więcej....


* u Billa *


- nareszcie w domu - Tom rozłożył się wygodnie na kanapie
- super - Bill był jakby wypruty z sił, usiadł obok brata. 
- tęsknisz - to nie było pytanie. Doskonale znał brata i wiedział że jeszcze żadna kobieta poznana do tej pory nie zawróciła mu w głowie jak pewna niebieskowłosa piękność.
- nie, to tylko chwilowe - machnął ręką
- wydaje mi się że to właśnie ona - wtrącił się Geo - pozbierał śmiecie leżące na podłodze i również usiadł - tak długo na nią czekałeś
- Geo ... chłopaki ... polubiłem ją..ale... ja mam dziewczynę - wmawiał im, choć tak naprawdę wiedział że pomiędzy nimi wszystko się wypaliło. Był z nią bo była córką szefa wytwórni płyt. Dla dobra zespołu okłamywał sam siebie i chłopaków. Bo chcąc nie chcąc nie mógł jej pokochać. Totalnie nie była w jego stylu, nie była odpowiednia, nie pasowali do siebie. On zawsze miał problemy z kobietami sex bez zobowiązań i tyle, ale wszystko się zmieniło kiedy poznał Sophie. Ona wywarła na nim ogromne wrażenie, jak nikt do tej pory. Intrygowała go.
Tylko dlaczego to wszystko było tak bardzo skomplikowane. Kocha ją ?
Na to pytanie nie znał jeszcze odpowiedzi, zbyt krótko się znali. Poczuł coś, to pewne, ale czy to była miłość ? Bardziej skłaniał się przy odpowiedzi, że był to żal. Było mu najzwyczajniej w świecie żal tej biednej dziewczyny, której życie najwyraźniej nie rozpieszczało. 
A może by tak ...?
- Bill czy ty mnie słuchasz ? - oburzona  brunetka tupneła nogą - o czym do cholery myślisz ? - usiadła na nim okrakiem, dając mu do zrozumienia czego oczekuje. Rozejrzał się po mieszkaniu, był tak zamyślony, że nie zauważył jak chłopcy zniknęli a pojawiła się ona - niestety nie ta, którą chciałby w tym momencie zobaczyć. 
- Nathalie, nie mogę, nie dziś - zepchnął ją z siebie, złapał paczkę Cameli i wyszedł zapalić
- a nie mówiłem ? - znikąd pojawił się Geo
- chłopaki ?
- no co ?
- pomożecie mi ?
Rozbudziła się w nim całkiem nowa nadzieja ... na może lepsze życie. 


~ "Zawsze masz możność żyć szczęśliwie,

 jeśli pójdziesz dobra drogą i zechcesz dobrze myśleć i czynić." ~

środa, 1 lipca 2015

3. Der Abschied

Po koncercie Bill zabrał mnie ze sobą, bo jak twierdził ma bardzo ważną sprawę. Przy tym się uśmiechnął, ale ten uśmiech nie sięgnął jego oczu. Nie chciałam nawet się domyślać o co chodziło, bo był jakiś przygnębiony. Może to moja wina ?
- czy zrobiłam coś złego ? - spytałam przerażona
- jasne, że nie - znów próbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło.
- o co chodzi ?
- posłuchaj, ciężko, bo...- zawiesił się, nie wiedział jak powiedzieć mi to co ma do przekazania. 
- prosto z mostu - chciałam żeby wreszcie to z siebie wydusił i żeby znów na twarzy pojawił się jego ciepły uśmiech.
- dziś w nocy wyjeżdżamy z Berlina - powiedział szybko na jednym wdechu. 
- na długo ? - spytałam i zapadła cisza, znałam już odpowiedź
- na zawsze.

Zapowietrzyłam się, znamy się 2 dni, a ja go polubiłam, za bardzo. Jedyna osoba, która starała się mnie zrozumieć. Myślicie że jestem dziwna, tylko postawcie się w mojej sytuacji. Sytuacji osamotnionej dziewczyny z domu dziecka, wtedy całkiem inaczej spojrzycie na to wszystko.
- raczej już tu nie wrócę. Przykro mi - dodał po chwili - możemy do siebie dzwonić, obiecuje że się od ciebie nie odetnę. - tłumaczył, a ja coraz bardziej smutniałam. 
- Bill, ale dlaczego ?  - rozpłakałam się... przez te 2 dni... może coś poczułam, coś bardzo małego, ale jednak.
Przyjaźń ?
Szczerze wątpię, to uczucie było za silne, ale on teraz wyjedzie. To tyle w temacie.
Przytulił mnie i nic nie mówił, pozwolił mi się uspokoić.
- odwiozę cię - pchnął mnie w stronę wyjścia
- ale Lidi...
- Tom się nią zajmie - posadził mnie w białym r8.
Jechaliśmy w przeciwnym kierunku niż do domu.
-  dokąd jedziemy ? - nie wytrzymałam i po 10 min jazdy w nieznanym mi kierunku pękłam.
- porywam cię - uśmiechnął się. Znów powrócił ten uśmiech, to najważniejsze, nic więcej mi nie było trzeba, znów był szczęśliwy. Nie patrzył na drogę tylko na mnie, to było dla mnie bardzo dziwne uczucie - oczywiście w pozytywnym sensie. Tym rozwiał wszystkie moje wątpliwości, atmosfera się rozluźniła.

Wysiedliśmy przed bramą główną parku miejskiego, ale o tej porze była przecież zamknięta.
- co robisz ? - spytałam, kiedy gramolił się przez bramę, chciał ją  przeskoczyć.
- włamiemy się do parku, chodź - przywołał mnie gestem. 
- wariat !
Po chwili był już z drugiej strony i pomagał mi przejść.
- fajnie tu - szepnęłam, podobała mi się atmosfera o północy sami w parku, romantyczne. Ta niesamowita cisza, drzewa miały zupełnie inny kształt, żadna wrona nie krakała, żaden wiewiór nie przeskakiwał drogi - przyroda spała. 
- to super, jako gwiazda nie bardzo mogę chodzić na randki w takie miejsca w dzień no więc przyszliśmy tu w nocy - znów się uśmiechnął
-  to randka ? - zaskoczył mnie tym, poczułam co to znaczy mieć motyle w brzuchu. 
- jak najbardziej - znów pokazał rząd swoich białych zębów
- hmmm... ranka z gwiazdą... - zamyśliłam się
- tak - spoważniał - nawet nie wiesz ile bym dał żeby choć na chwilę być normalną osobą. Nudzą mnie te autografy, napalone fanki, które chcą mnie zgwałcić, paparazzi, ale przy tobie jest inaczej, bo ty jesteś inna. Szczególna. Może gdybym został tu trochę dłużej... to coś by z tego wynikło.
- co ? - zaskoczył mnie tym wyznaniem
- mam na myśli, że warto by było wtedy spróbować. Przykro mi że nie mieliśmy na to szansy, żałuję że nie mieliśmy czasu.
- Bill, ale dlaczego ? - przecież to niemożliwe, żeby taka osoba, chciała poznać bliżej kogoś takiego jak ja. 
- Co ? - spojrzał na mnie
- Jesteś gwiazdą, przecież możesz mieć każdą - wytłumaczyłam
- No cóż, człowiek zawsze chce tego, czego mieć nie może - posłał mi smutny uśmiech. 
- Tsaaa, na przykład rodzinę - wtrąciłam z ironią, ale nie dał się zwieść, wyczuł smutek w moim głosie.
- Znajdziesz dom - powiedział poważnie - Jestem tego pewien. 
- Ludzie z natury wolą młodsze dzieci, które można jeszcze jakoś po swojemu wychować. - wzruszyłam ramionami. 
- Ale ty masz urok osobisty, coś się ruszyło we mnie jak cię pierwszy raz zobaczyłem, ktoś cię kiedyś pokocha, zobaczysz.
Wyszliśmy z parku i odwiózł mnie pod dom. W samochodzie panowała grobowa cisza, żadne z nas nie wiedziało co mówi się w takiej sytuacji .
- Będę za tobą tęskniła - powiedziałam cicho i spuściłam głowę
- Będzie dobrze... objął mnie..a potem ...nie wiem...pocałował. To wszystko stało się tak szybko, mały niewinny buziak, ale znowu obudził się we mnie rój motyli. Ostatni raz uśmiechnęliśmy się do siebie, ostatni raz spojrzeliśmy sobie w oczy. 

Patrzyłam jak jego auto znika w mroku...


poniedziałek, 29 czerwca 2015

2. Das Konzert

Rano obudziłam się wypoczęta i szczęśliwa, ta noc minęła mi bez koszmarów. Dłuższy czas leżąc w łóżku zastanawiałam się czy to co się wydarzyło to tylko sen, czy to wszystko było naprawdę 
A może to tylko to moja bujna wyobraźnia plecie mi figle, nie potrafiłam dopuścić do siebie myśli że to wszystko było prawdziwe, wczorajszy dzień był tak magiczny, że aż nierealy.
Przy śniadaniu Olivia jak zwykle zaczęła swoje wywody filozoficzne o tym jaka to jestem zła, jaka jestem brzydka i jak jej przykro z powodu tego, że Bill musiał zobaczyć akurat mnie. Codziennie to samo, nic nowego. Dziewczyna się chyba zacięła. 
- oo Kaulitzowa przyszła - i cała stołówka wybuchła śmiechem
- odczep się ! - złościła się Lidi, zawsze staje po mojej stronie, ale wredne dziewczyny to jeszcze bardziej śmieszyło.
Zapłakana pobiegłam do pokoju, przeszła mi cała ochota na śniadanie, miałam już cholernie dość tego miejsca, cholernie dość tych ludzi, nie chciałam tu być, tak bardzo nie chciałam.
- proszę nie płacz, nie zwracaj uwagi. Kiedyś się znudzą - pocieszała mnie przyjaciółka i w tym momencie weszła pani Zosia.
- Sue, masz gościa - i wyszła... coś strasznie szybko.
- co to za ryczenie - jego głos goił wszystkie rany, ale jak to możliwe znamy się przecież tak krótko, od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech - od razu lepiej
- Bill ! - gwałtownie usiadłam - co ty tu robisz ?
- powiedziałaś że możesz mieć problemy, więc przyjechałem porozmawiać z dyrektorem. Zgodził się, więc ogarniajcie się i jedziemy
- dziękuje - wręcz rzuciłam mu się na szyje nie dbając o pozory. Lidi tylko się uśmiechneła i znikneła w łazience.

*
- coś takiego, słyszałam że Kaulitz po ciebie przyjechał - wredny uśmieszek Olivii znów popsuł mi humor.
- nic ci do tego - burknełam - nie mam czasu
- ciekawe co będzie jak pozna mnie. Na pewno dotrze do niego, że ma na tym świecie ładniejsze laski do wyboru, niż twoja przyjaciółeczka a tym bardziej ty - wskazała na mnie palcem, machnęła swoją blond grzywą i odeszła.
Weszłam pod prysznic. A co jak nie będzie czekał ? A co jak ta wredna wiedźma mu naopowiada głupot, ona umiała przecież tak zrobić. Obracała wszystko tak żeby było po jej myśli. Może mu się spieszy ?
Wybiegłam z łazienki i prawie go staranowałam.
Był tam !!
Czekał na mnie !
Oj Sue, nie wyobrażaj sobie zbyt wiele, rozmawiał z Olivią, która posłała mi wredny uśmiech.
- wybacz, ale trochę się śpieszę - zbył ją i podszedł do mnie- co to za smutek ? - od razu zauważył kropelki łez na moim policzku, szybko je otarłam
- to właśnie ona - odparłam . Zrozumiał od razu.
- jak na zołzę to całkiem ładna - obejrzał się za nią
- ok - spuściłam głowę, a czego niby się spodziewałam.
- ej, ja żartowałem, nie lubię blondynek. - zaśmiał się
- naprawdę ? - spojrzałam na niego
- jestem ! - z pokoju wyskoczyła Lidia
-  w takim razie jedziemy - zakomunikował chłopak...
Podjechał po nas wielką czarną limuzyną.. w środku było jasne światło a cała była obita czerwonym drogim materiałem.

*
-Hej ! - krzyknął Gustav, gdy weszliśmy do garderoby Tokio Hotel - nie myślałem że jeszcze kiedyś cię zobaczę. 
- szczerze, ja też nie - zaśmialiśmy się oboje - to jest Lidi, moja prawie siostra - najlepsza kumpela.
- Siema, piękna -Tom puścił jej oczko.
Posłała mu delikatny uśmiech.
- to co chłopaki, zostawiamy ich samych - Geoś wypchnął całe towarzystwo na zewnątrz i zostałam sama z Billem.
- dziękuje za zaproszenie - zaczęłam, chcąc przerwać martwą ciszę. Zazwyczaj nikt mnie nigdzie nie zaprasza. Nie do końca wiem jak powinnam zachować się na takim wyjściu co powoduję jeszcze większe skrępowanie. Kurcze, jak mam nie czuć się skrępowana przy człowieku, którego do wczoraj oglądałam tylko na plakatach albo w snach. 
- cała przyjemność po mojej stronie - uśmiechnął się miło
- szczerze to po prostu bardzo cię polubił - dogryzł mu Jost, który wszedł właśnie z jakimiś papierami. 
-Dzięki - odparł Bill z sarkazmem.
- ja też cię lubię - powiedziałam szybko - jestem twoją wielką fanką
- super, podoba mi się twój sposób bycia - powiedział kiedy Jost wyszedł - jesteś inna, nie piszczysz na mój widok.... AAA Bill Kaulitz...aaa o Boże ..oooo - naśladował piszczące dziewczyny. Wychodziło mu to znakomicie dobrze, widziałam koncert na youtube, widziałam jak zachowują się fani przed wejściem na koncert. 
- tylko mdleje - dokończyłam za niego i wybuchnęliśmy śmiechem.
- tak, chodźmy zaraz się zacznie.- pociągnął mnie za sobą. 

czwartek, 18 czerwca 2015

1. Hallo, Du stehst in meiner Tür

- Gotowa ? - pani Zosia podwiozła mnie pod kawiarnie, w której miałam się zobaczyć z całym Th. Lubiłam ją, jak mało kogo tutaj, była to najwspanialsza kobieta jaką spotkałam po przyjeździe do Berlina. Pojawiła się pewnego dnia w szpitalu i od tamtej pory się mną opiekuje. Pani Zosia patrzyła wyczekująco aż coś zrobię, wzięłam głęboki wdech i sięgnęłam za klamkę. Wysiadłam z auta i rękami wygładziłam sukienkę - była to zwykła dzienna czarna sukienka, buty na platformie i trochę biżuterii.
 Jeszcze jeden głęboki wdech.
- Tak, proszę pani - ruszyłam w stronę kawiarni. Na drżących nogach otworzyłam drzwi, a co jeżeli mnie wyśmieją ? Jeżeli uznają mnie za wariatkę, albo za dziwadło ( jak wszyscy ). Rozejrzałam się po przytulnym wnętrzu i ....

Zobaczyłam ich.

Siedzieli na kanapach w loży na końcu sali. Chwilę stałam wbita w ziemię jak kamień zanim zmusiłam się do ruchu. 
4 facetów z których jeden wyróżniał się wyglądem i fryzurą. To był ON 
- Cześć .. - powiedziałam nieśmiało, jak miałam z nimi rozmawiać, przecież to gwiazdy, a ja zwykła sierota - Jestem Sue - wszyscy czterej na mnie spojrzeli.
- my chyba nie musimy się przedstawiać - uśmiechnął się czarnowłosy .... SUE...TYLKO NIE MDLEJ ..NIE WOLNO CI ..NIE MOŻESZ...NIE TUTAJ...
Bill Kaulitz...
Zapadła ciemność

*
Otworzyłam oczy, cholera zemdlałam, ale wstyd. Miałam ochotę się zrzygać... jeszcze ta głupia sukienka ! Zemdleć  w takim momencie, tylko mnie na to stać. 
- Wszystko już ok ? - znowu usłyszałam  ten głos... z rozkoszy aż przymknęłam powieki. 
- Nie, nie , nie zamykaj oczu - poprosił, a zza jego pleców usłyszeć można było wybuch śmiechu. Posłusznie otworzyłam oczy. 
- haha, Bill widzisz jak działasz na kobiety... ten twój damski urok... xD- czyżby mówił to Tom ???
- zamknij się idioto ! - fuknął Bill gdzieś w kierunku dreda.
Zaśmiałam się, ja i mój brat też się kiedyś tak sprzeczaliśmy ..:)
- już ci lepiej ? - wokalista pomógł mi usiąść.
- przepraszam, tak strasznie mi głupio - jąkałam się i jeszcze ta durna kiecka.
- więc mówisz że masz na imię Sue ?- wtrącił się Georg. - To albańskie imię ?
- Mam na imię Sophie, Sue to moje przezwisko.
Zaśmiali się
- czemu akurat Sue ? - spytał Tom - głupio brzmi ( przynajmniej szczere to było xD)
- Lepsze to niż jak nazywają mnie zmorą, koszmarem, szmatą, dziwka  bo wyglądam trochę inaczej.
- ale to nie wygląd świadczy o człowieku, tylko ... - urwał bo spuściłam głowę. - przepraszam, zupełnie nie wiem jak rozmawiać z osobą z domu dziecka... - Czy to właśnie wyszło z ust Billa... no tak  gwiazdeczka, która po świetnej trasie koncertowej wróci do domu - do prawdziwego domu. 
...co ?...
- to że jestem sierotą, nie znaczy że jestem psychopatką ! - wykrzyczałam mu w twarz i wyszłam trzaskając drzwiami... Taki właśnie mam temperament, dom dziecka nauczył mnie, że nie można dawać komuś w kaszę dmuchać, jeśli raz im pozwolisz staniesz się popychadłem na zawsze. 
Niestety w tym momencie właśnie przegrałam życie, jak mogłaś wyjść idiotko. Już nie mogłam wrócić, no proszę nawet gdy los się do mnie uśmiecha i daje mi gwiazdkę z nieba ja nie potrafię jej przyjąć. Miałam ochotę się rozpłakać, tak właśnie wyglądało moje życie. Wspaniałomyślnie potrafię zepsuć wszystkie dobre rzeczy jakie są mi dane. 

* U Billa *
- intrygujące - szepną do siebie.
- spodobała ci się co ? - uśmiechną się Tom, znał brata od urodzenia i sporo wiedział na temat jego upodobań w kwestii dziewczyn, czyżby to ona była tą której szukał przez tyle lat ? - idź za nią, bo będziesz żałował. Jeśli tego nie zrobisz stracisz szanse na być może fantastyczną znajomość. - poklepał brata po ramieniu. 
Czarnowłosy chłopak spojrzał przenikliwym spojrzeniem w oczy brata, faktycznie znalazł w nich zrozumienie. Bez dłuższego zastanowienia wybiegł za dziewczyną która zaciekawiła go od pierwszego słowa.

* u Sue *

Siedziałam zapłakana na ławce, miałam wyjść z tego z klasą a wyszło jak zwykłe, cholerne łzy nie przestawały płynąć... i właśnie taką znalazł mnie Bill.
- przepraszam - podał mi chustkę - głupio wyszło. Nie to miałem na myśli, ty tak brutalnie zareagowałaś. Wybacz.
- oni wszyscy mówią że taka właśnie jestem, chora psychicznie - pożaliłam się, zupełnie nie wiedząc po co. On zaraz zniknie Sue.
- wcale nie - zaprzeczył -  mogę spytać dlaczego tu jesteś ? - zainteresował się mną. 
- Pytasz o dom dziecka ? 
- tak, opowiedz mi o sobie, proszę. Chciałbym cię poznać.
Chwilę się wahałam, ale w końcu opowiedziałam mu wszystko, może to i źle... ale poczułam z nim jakąś dziwną więź... a on słuchał.... pozwolił mi się wygadać i wyżalić. Opowiedziałam o wypadku, o rodzinie, o Lidii i Oliwii i oczywiście o losie na loterie. 
- na pewno cię szukają - wtrącił Bill gdy wspomniałam o bracie - ...tylko to kwestia czasu, a propos czasu miło było cię poznać - zrozumiałam że nasz czas już dobiegł końca - mój numer telefonu - podał mi karteczkę - zadzwoń proszę - o.o Bill Kaulitz dał mi swój numer. 
Tak strasznie szkoda mi było się z nim żegnać. Znowu wracam do codzienności. Posmutniałam.
- nie przejmuj się nimi, ludzie tacy są - powiedział - dzwoń jak tylko  masz ochotę
- odbierzesz ? - nie bardzo wierzyłam w to że odbierze, albo odpisze...
- oczywiście - zniknął, a na jego miejsce pojawili się Tom, Georg i Gustav. Pożegnaliśmy się, żałowałam że nie miałam dla nich więcej czasu - wszystko przez to że straciłam przytomność jak mięczak. Podeszłam do starego czarnego mercedesa, w którym czekała już na mnie pani Zosia. Objęła mnie ramieniem i wróciłyśmy do domu.
Jeszcze długo po jego odejściu patrzyłam na karteczkę z cyferkami, 

Znów wracam do codzienności. Tak jak przypuszczałam, zaczęło się już po moim wejściu do bidula. 
- Boże, biedny ten Bill - śmiała się ze mnie Olivia- taka brzydka ,na spotkanie z nim, biedny będzie miał koszmary...i tak się mu nie spodobasz, pewnie myślałaś, że to będzie niesamowite spotkanie - poznasz ich a potem wielka miłość. Obudź się dziewczyno, nikt cię nie zechce - złapałam swoją torebkę i pobiegłam na górę, z płaczem rzuciłam się na łóżko w moim pokoju...
Chciałam umrzeć... Olivia była piękna, to fakt, ale za to miała paskudny charakter.
- nie przejmuj się - Lidia położyła się obok mnie i mocno mnie przytuliła. Moja jedyna, ale za to najlepsza kumpela i lokatorka - one zazdroszczą, w końcu to ty z nim się widziałaś - mówiła spokojnie -  jacy oni są ?? A Tom -  Czy jest taki jak na plakatach ?
- dzięki Liduś, Tom hmm...- opowiedziałam jej jak przebiegło krótkie spotkanie i o czym rozmawialiśmy. 
Po umyciu położyłam się do łóżka, gdyż nastał już czas ciszy nocnej i postanowiłam napisać do Billa. Ciekawe tylko czy odpisze i czy to jego prawdziwy numer telefonu. 
- hej, tu Sue
- hej, jak miło, co tam ? - odpowiedź przyszła bardzo szybko, miałam ochotę skakać pod sufit.
- dokuczają mi, jest jeszcze gorzej - ponownie się mu pożaliłam ...
- nie zwracaj uwagi, jesteś silna Sue wierze w ciebie.
- miło mi Bill, co u was ?
- Tom  się upił, Gustav ogląda Tv a Geo śpi
Po chwili przyszła kolejna nowa wiadomość od niego
- byłbym zapomniał. Jutro jest koncert w Berlinie, oczywiście czuj się zaproszona jako gość specjalny.
- niesamowite, to moje marzenie, ale nie wiem czy opiekunowie się zgodzą - szczerze w to wątpiłam, opiekunowie muszą nas wszystkich pilnować, co by było gdyby magle połowa z nas poszła na koncerty czy do kin. 
- o to się nie martw, do jutra - odpisał trochę tajemniczo. 
- pa
Już miałam iść spać, ale nagle coś sobie uświadomiłam
- czekaj ! mogę zabrać przyjaciółkę ?
- pewnie, dobranoc
- pa :)


niedziela, 14 czerwca 2015

Prolog

Witam na moim najnowszym blogu :)
Powstał bardzo spontanicznie, więc nie miejscie mi za złe że jest trochę niedopracowany, chociaż starałam się ogranąć :)
Podrzuce wam jeszcze liste moich aktywnych  blogów

1) http://nie-skacz.blogspot.com/
2) http://wir-mussen-nur-1000-meere-weit-th.blogspot.com/

Zapraszam do czytania :)

~ Queen of suburbia ~
_________________________________________________________


- To niemożliwe - wyszeptałam trzymając w ręku pomarańczowy bon z napisem TOKIO HOTEL. 
Właśnie przed chwilą wygrałam losowanie na spotkanie z moim idolem. Cholernie ciężko mi w to uwierzyć, brzmi jak to jakieś głupie żarty, jakby ktoś genialnie bawił się moim kosztem.  Ale przecież trzymam w ręku potwierdzenie. Naprawdę zobaczę Tokio Hotel .... nie, to nie dorzeczne... W .. Y ... L... O ... S ... O ...W ... A ...L ...I  moje nazwisko.

Dziewczyna z domu dziecka, szkolne popychadło, zepchnięta na margines społeczny, zapomniana i skazana na samotność zobaczy swojego największego idola. 
Stoję i cieszę się jak głupia, wciąż nie dociera do mnie to co się wydarzyło. Po 16 latach moje szczęście postanowiło się obudzić... tylko że teraz na nowo zacznie się koszmar z moimi  " koleżankami " z grupy. Nie są tolerancyjne, szczególnie dla mnie, mało tego przez to spotkanie staną się dla mnie jeszcze gorsze. 
Musicie coś wiedzieć, dzieci z bidula wcale nie są sympatyczne, potrafią zniszczyć życie, jeśli w ogóle jest co niszczyć - bo egzystencje w bidulu nie można nazwać życiem. Każdy dzieciak chce się wybić, chce być zauważony - szkoda tylko, że na krzywdzie innych dzieci ... w tym przypadku niestety mnie. To i wiele innych czynników z kolei powodują moje samookaleczanie się. Tak, czasami po prostu nie daje rady, nie potrafię udźwignąć tego wszystkiego co się wokół mnie dzieje. Tnę się, bo nie potrafię ogarnąć mojego wypadku po, którym zostałam sama. 
Jechaliśmy w góry , na cholerne wakacje, ale nigdy nie dojechaliśmy. Pijany kierowca zjechał nas nasz pas ale nie zderzyliśmy się czołowo, uderzenie nie było duże, samochód wjechał w moje drzwi , rodzicom którzy siedzieli z przodu najprawdopodobniej nic poważnego się nie stało, nie wiem - nigdy potem ich nie widziałam. Trafiłam do szpitala, ale możliwe że rodzice i brat trafili do innego. Wiem że przeżyli, bo wtedy to ja odniosłam najgorsze obrażenia

Ta mała ma najgorzej, trzeba będzie operować - powiedział jeden z lekarzy po wypadku - zabieramy ją do szpitala w Berlinie.
Dlaczego więc wciąż tu jestem ? Czy rodzice mnie nie szukają ? A mój brat ? Co stało się z moją rodziną ?
Tyle trudnych pytań pozostaje bez odpowiedzi... kim teraz tak właściwie jestem ?
Przekonałam się boleśnie co tak naprawdę znaczy samotność. To błądzenie w mroku w poszukiwaniu światła.

To właśnie dlatego nie umiem uwierzyć że trzymam w ręku wygrany bon . Jeszcze tydzień temu, jak każda fanka trzymałam w ręku los na loterie, a teraz dzieli mnie tylko 2 dni od spotkania z nim ? Trudno uwierzyć. 
Zaczynam się stresować, w końcu chce żeby to spotkanie wypadło jak najlepiej. Chce je zapamiętać do końca życia. 

Co mu powiem ?
A co jeśli spyta mnie o coś czego nie wiem ?
Bo tak naprawdę nic nie wiem... mam 16 lat i jestem Polką. Dużo no nie ?
Więc co robię w Berlinie, co robię w domu dziecka ?
Cholerna wycieczka, głupie wakacje. - Brzmi jak świetna odpowiedź, jest się czym pochwalić.

Moi rodzice, mój dom, moją rodzina - tak bardzo chce do nich wrócić.
Tutaj jestem wytykana palcami, jestem dziwadłem ubranym na czarno, z dziwną fryzurą i dzikim makijażem.

Prawie wszyscy ludzie tutaj mówią na mnie Sue. Tak się zaczęło gdy trafiłam tu jako mała dziewczynka i już zostało.
Przyjaciół nie mam, nie wliczając oczywiście Lidii, jest dla mnie jak siostra. Dzielimy razem pokój i życie w sierocińcu. Tylko, że nawet ona nie może powstrzymać moich conocnych koszmarów....

Jeśli chodzi o inne dzieci to  będą dokuczać, szczególnie Oliwia, nie mam pojęcia co ona do mnie ma, tak bardzo mnie nienawidzi. Po wygraniu loterii może być tylko gorzej, ale nie rezygnuje się z marzeń. W dodatku takich, które aż same się proszą o spełnienie, los się do mnie uśmiechnął. Zamierzam go zobaczyć, a im nic do tego....

Znacie już mnie, teraz poznajcie moją historię...