środa, 1 lipca 2015

3. Der Abschied

Po koncercie Bill zabrał mnie ze sobą, bo jak twierdził ma bardzo ważną sprawę. Przy tym się uśmiechnął, ale ten uśmiech nie sięgnął jego oczu. Nie chciałam nawet się domyślać o co chodziło, bo był jakiś przygnębiony. Może to moja wina ?
- czy zrobiłam coś złego ? - spytałam przerażona
- jasne, że nie - znów próbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło.
- o co chodzi ?
- posłuchaj, ciężko, bo...- zawiesił się, nie wiedział jak powiedzieć mi to co ma do przekazania. 
- prosto z mostu - chciałam żeby wreszcie to z siebie wydusił i żeby znów na twarzy pojawił się jego ciepły uśmiech.
- dziś w nocy wyjeżdżamy z Berlina - powiedział szybko na jednym wdechu. 
- na długo ? - spytałam i zapadła cisza, znałam już odpowiedź
- na zawsze.

Zapowietrzyłam się, znamy się 2 dni, a ja go polubiłam, za bardzo. Jedyna osoba, która starała się mnie zrozumieć. Myślicie że jestem dziwna, tylko postawcie się w mojej sytuacji. Sytuacji osamotnionej dziewczyny z domu dziecka, wtedy całkiem inaczej spojrzycie na to wszystko.
- raczej już tu nie wrócę. Przykro mi - dodał po chwili - możemy do siebie dzwonić, obiecuje że się od ciebie nie odetnę. - tłumaczył, a ja coraz bardziej smutniałam. 
- Bill, ale dlaczego ?  - rozpłakałam się... przez te 2 dni... może coś poczułam, coś bardzo małego, ale jednak.
Przyjaźń ?
Szczerze wątpię, to uczucie było za silne, ale on teraz wyjedzie. To tyle w temacie.
Przytulił mnie i nic nie mówił, pozwolił mi się uspokoić.
- odwiozę cię - pchnął mnie w stronę wyjścia
- ale Lidi...
- Tom się nią zajmie - posadził mnie w białym r8.
Jechaliśmy w przeciwnym kierunku niż do domu.
-  dokąd jedziemy ? - nie wytrzymałam i po 10 min jazdy w nieznanym mi kierunku pękłam.
- porywam cię - uśmiechnął się. Znów powrócił ten uśmiech, to najważniejsze, nic więcej mi nie było trzeba, znów był szczęśliwy. Nie patrzył na drogę tylko na mnie, to było dla mnie bardzo dziwne uczucie - oczywiście w pozytywnym sensie. Tym rozwiał wszystkie moje wątpliwości, atmosfera się rozluźniła.

Wysiedliśmy przed bramą główną parku miejskiego, ale o tej porze była przecież zamknięta.
- co robisz ? - spytałam, kiedy gramolił się przez bramę, chciał ją  przeskoczyć.
- włamiemy się do parku, chodź - przywołał mnie gestem. 
- wariat !
Po chwili był już z drugiej strony i pomagał mi przejść.
- fajnie tu - szepnęłam, podobała mi się atmosfera o północy sami w parku, romantyczne. Ta niesamowita cisza, drzewa miały zupełnie inny kształt, żadna wrona nie krakała, żaden wiewiór nie przeskakiwał drogi - przyroda spała. 
- to super, jako gwiazda nie bardzo mogę chodzić na randki w takie miejsca w dzień no więc przyszliśmy tu w nocy - znów się uśmiechnął
-  to randka ? - zaskoczył mnie tym, poczułam co to znaczy mieć motyle w brzuchu. 
- jak najbardziej - znów pokazał rząd swoich białych zębów
- hmmm... ranka z gwiazdą... - zamyśliłam się
- tak - spoważniał - nawet nie wiesz ile bym dał żeby choć na chwilę być normalną osobą. Nudzą mnie te autografy, napalone fanki, które chcą mnie zgwałcić, paparazzi, ale przy tobie jest inaczej, bo ty jesteś inna. Szczególna. Może gdybym został tu trochę dłużej... to coś by z tego wynikło.
- co ? - zaskoczył mnie tym wyznaniem
- mam na myśli, że warto by było wtedy spróbować. Przykro mi że nie mieliśmy na to szansy, żałuję że nie mieliśmy czasu.
- Bill, ale dlaczego ? - przecież to niemożliwe, żeby taka osoba, chciała poznać bliżej kogoś takiego jak ja. 
- Co ? - spojrzał na mnie
- Jesteś gwiazdą, przecież możesz mieć każdą - wytłumaczyłam
- No cóż, człowiek zawsze chce tego, czego mieć nie może - posłał mi smutny uśmiech. 
- Tsaaa, na przykład rodzinę - wtrąciłam z ironią, ale nie dał się zwieść, wyczuł smutek w moim głosie.
- Znajdziesz dom - powiedział poważnie - Jestem tego pewien. 
- Ludzie z natury wolą młodsze dzieci, które można jeszcze jakoś po swojemu wychować. - wzruszyłam ramionami. 
- Ale ty masz urok osobisty, coś się ruszyło we mnie jak cię pierwszy raz zobaczyłem, ktoś cię kiedyś pokocha, zobaczysz.
Wyszliśmy z parku i odwiózł mnie pod dom. W samochodzie panowała grobowa cisza, żadne z nas nie wiedziało co mówi się w takiej sytuacji .
- Będę za tobą tęskniła - powiedziałam cicho i spuściłam głowę
- Będzie dobrze... objął mnie..a potem ...nie wiem...pocałował. To wszystko stało się tak szybko, mały niewinny buziak, ale znowu obudził się we mnie rój motyli. Ostatni raz uśmiechnęliśmy się do siebie, ostatni raz spojrzeliśmy sobie w oczy. 

Patrzyłam jak jego auto znika w mroku...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz