Miałam wystarczająco dużo czasu na to żeby myśleć, ale to teraz był najmniejszy problem. Było zimno, byłam cholernie głodna i zbierało się na deszcz. Przydałoby się wrócić.... Wstałam i ruszyłam w kierunku domu Kaulitzów. Okazało się że drogę znalazłam bez trudu, w końcu.
W domu nie paliło się żadne światło, zapewne wszyscy już spali...jak bardzo się myliłam...
Cała trójka siedziała w kuchni przy kawie, chciałam przejść niezauważona jednak przed czujnym okiem mojej kumpeli nic się nie ukryje.
- Sophie ! - podbiegła do mnie i mocno przytuliła - Nigdy więcej mi tego nie rób ! Jesteś cała ? - obejrzała mnie od stóp do głów.
- Nic mi nie jest - odepchnęłam ja lekko od siebie, ponieważ cholernie bolała mnie ręka, paliła żywym ogniem...przypominając mi o moim beznadziejnym życiu...
- Ciełaś się, znowu .... laska świrujesz -usłyszałam jej oskarżycielski głos - Sue....
- Nic mi nie jest ! - krzyknęłam i rozpłakałam się - dajcie mi spokój - wyszeptałam bo nie miałam sił się z nimi kłócić
- Sue !
- Chyba powiedziała wam żebyście dali jej spokój ! - wtrącił się Bill podpierając seksownie futrynę. Oboje na niego spojrzeli jak na idiotę, na co tylko machnął ręką i zniknął.
- Twoja ręka - Lidi nie dawała za wygraną - pokaż mi to
- Zabliźni się, nic mi nie będzie - zapewniłam ją, już nie pierwszy raz się pociełam
- Możemy pogadać ? - spytał nagle Tom
- Jasne - poczekałam aż Lidi zamknie za sobą drzwi - Wiem o czym chcesz pogadać
- Czyżby ? - zmrużył oczy
- Tom, mogę ci ufać ?
- Jak w konfesjonale, tajemnica spowiedzi i te sprawy - burknął, był wściekły....
- Wolę raczej przyjacielska
- Tajemnica przyjacielska - uśmiechnął się lekko, ale uśmiech nie sięgnął jego oczu.
- Nie zapomnę o nim - wypaliłam na samym wstępie podążając za jego wzrokiem. Gapił się na moje rany na ręce, schowałam ją za siebie - Nie potrafię - rozpłakałam się
- Dlaczego się ciełaś ? - wziął szklankę z wodą do ręki, jakby zimna woda miała go uspokoić. Widziałam jak powoli narasta w nim gniew.....
Zaczynam się bać....
- Dlaczego ! - wrzeszczy i rzuca we mnie szklanką, gdybym w porę nie zrobiła uniku szklanka jak nic rozbiłaby się na mojej głowie. Uderza z łoskotem o ścianę i rozbryzguję się na tysiące kawałków, a ja krzyczę z przerażenia i wybucham jeszcze gorszym płaczem.
Tom jest jak w amoku, ręce mu się telepią, wszystko mi się zamazuje od nadmiaru łez...- Ratunku ! - próbuje krzyknąć, ale wychodzi mi tylko zduszony jęk...
W tym jednak momencie drzwi się otwierają z hukiem i do kuchni wpada Bill.
- Co się dzieje ? - pyta zdezorientowany. Potrzebuje kilku sekund żeby zrozumieć sytuacje
- Ty skurwielu ! - wrzeszczy na brata, podbiega i mocno mnie przytula. - Cichutko księżniczko, maleńka spokojnie, nic się nie dzieje, już jesteś bezpieczna.
W głowie słyszałam jakieś krzyki i szloch....Dopiero teraz dotarło do mnie że to ja je wydaje, a po drgających ścianach ogarniam że wciąż się trzęsę,
- Sue, księżniczko - słyszę uspokajający głos Billa - nie bój się, już wszystko dobrze
- chce do mamy Bill - Boże tak bardzo chciałabym przytulić się do mamy, zewsząd otaczają mnie obcy mi ludzie, dla których równie dobrze mogłabym nie istnieć W porę uświadamiam sobie że przecież jestem sierotą , 16 letnią sierotą.
- Kochanie, tak mi przykro - usłyszałam głos Lidii - Co go tak zdenerwowało ?
Pokręciłam głową, nie miałam ochoty o tym teraz gadać
- Sue, ty krwawisz ! - spojrzałam na ręke....
Faktycznie, rany ponownie się otworzyły....
- Trzeba to opatrzyć - powiedział Bill cicho. Znowu pokręciłam przecząco głową - Sue, musi zrobić to lekarz, trzeba pewnie założyć szwy.
- Nie - spróbowałam wykrztusić z siebie głos, który i tak wyszedł jak szept.
- Zawieź ją do szpitala, ja zostanę z Tomem - Lidi ruszyła w kierunku drzwi łazienkowych za którymi skrył się mój oprawca... Dlaczego to zrobił ?
- Choć Sue- Bill wziął mnie na ręce i zaniósł do Audi r8 - zrobiłaś to przeze mnie prawda ?
Nie odpowiedziałam, wziął głęboki wdech....
- Sue, zależy mi na tobie .. i...
- nie kończ - przerwałam, nie chciałam znów słuchać o jego dziewczynie.
- Nie dałaś mi dokończyć
- Nie kończ ... - powtórzyłam przykładając głowę do szyby...
*
- Księżniczko, obudź się - Bill delikatnie dotknął mojego policzka, w tym miejscu poczułam miłe mrowienie. - jesteśmy na miejscu. Słowo "dom" nie mogło mu przejść przez gardło.
Otworzyłam oczy, moja ręka była solidnie przemyta ( nie obyło się bez wrzasków i dodatkowych łez bo cholernie piekło ) , zszyta i zabandażowana. W trakcie przemywania Bill poprosił lekarza o leki przeciwbólowe, chwała mu bo reszty zabiegu nie pamiętam...
- Dasz radę wyjść sama ? - usłyszałam jego głos, o dziwo nie było w nim lodu, kochałam ten głos...
- tak - odparłam i z wielkim trudem otworzyłam drzwi.
Na nieszczęście nie byłam świadoma jak bardzo te leki mnie odurzyły i gdy tylko postawiłam stopy runęłam jak długa. Zajęczałam z zimna i bólu kiedy moja twarz miała spotkanie 1 stopnia z kostką brukową.
- Sue ! - Bill znalazł się obok z prędkością światła - Żyjesz księżniczko ? - podniósł mnie. Niestety żyje, jeszcze,
- Źle się czuję - powiedziałam cicho, nie miałam sił nawet na to żeby wydobyć z siebie jakikolwiek głośniejszy dźwięk.
- Coś cię boli ? - zaniepokoił się
- Spać....
- Śpij maleńka - mówił kojącym głosem - Śpij... - odpłynęłam w niebyt - Kocham cię Sophie Rose - usłyszałam zanim straciłam świadomość....

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz